STANLEY SŁUCHA: GHOST – PREQUELLE (2018)

To zaskakujące jak długo można jechać na tym samym patencie. Muzyka Ghost właściwie nie zmienia się z płyty na płytę ani trochę. Wyczuwalne jest zmiękczenie brzmienia i większa nośność, popowość utworów, natomiast pod względem kompozycyjnym żadnej rewolucji po prostu nie ma. Nie ma i nie będzie bowiem, nie zarzyna się kury co złote jajka znosi. Ghost to obecnie teatrzyk groteski i makabreski, diabeł z pudełka, idealny soundtrack pod halloweenową imprezę. Cóż z tego skoro na Prequelle są po prostu znakomite utwory, jak zawsze mające w sobie urok hitów ABBY, odpowiednią dawkę pastiszu i lukru, wkręcające się w głowę już po pierwszym przesłuchaniu.

Stylówa mniej mroczna, ale dalej intrygująca. Trochę jak jakaś mafia.

Prequelle jest albumem koncepcyjnym, zarówno w muzyce jak i w tekstach kłaniającym się czasom średniowiecznym. Czasom, w których panoszyły się wszelakie zarazy dziesiątkujące ludność. Czasom, w których palono kobiety na stosach podejrzewając je o uprawianie czarów. Czasom, w których wierzenia były o wiele silniejsze niż obecnie, a Szatan był równie przerażający co intrygujący. Siłą Ghost jest oprawianie tekstowej makabry i tego całego czczenia Rogatego w bezczelnie nośne piosenki, które równie dobrze mogłyby lecieć sobie w popularnych stacjach radiowych (przecież takie Dance Macabre to jest numer do tańcowania pełną gębą!). Obok koncertowych killerów jak „groźne” Rats , czy podniosłe Faith, znajdziemy też balladowe Pro Memoria i prześliczne, po prostu piękne See The Light. Równie stonowane jest With Image ze świetną solówką, a wieńczące Life Eternal ma sobie autentyczną dawkę smutku i tęsknoty.

Nawet jeśli Forge podejmuje się recyklingu słyszanych już wielokrotnie pomysłów na piosenki i ubiera je w tylko lekko zmodyfikowane przez estetykę zespołu fatałaszki to przynajmniej ja daję się na to nabrać. O tym, że nie każdy numer na tym albumie wręcz musi być hitem niech świadczą bardziej filmowe utwory instrumentalne. Do których sami możemy sobie dorobić własne historie i wyobrażenia: Miasma z rewelacyjnym saksofonem (!) i Helvetesfönster pełen kontrastów i zmian nastrojów, chyba najbardziej kojarzący mi się z muzyką średniowieczną.

Nawet jeśli w ostatnich dokonaniach Ducha jest więcej kalkulacji, wyrachowania, to ostatecznie po raz czwarty daję się namówić na spacer pod rękę z samym Belzebubem. Panie Forge, jesteś pan hochsztapler i szarlatan nie w ciemię bity, ale ufam Tobie i wiem, że póki będziesz grać to mnie nie zawiedziesz. AMEN.

9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s