RELACJA: PROG IN PARK | 18.08. | WARSZAWA | KLUB PROGRESJA

Druga edycja Prog In Park przeszła do historii w ubiegłą sobotę. Organizowany przez Knock Out festiwal skutecznie, acz nie bez problemów buduje swoją markę na mapie krajowych imprez muzycznych. Liczę, że trzecia edycja się odbędzie, a póki co słów kilka o tym co już za nami!

Poprzednia edycja warszawskiego festiwalu stała pod znakiem Opeth, Sólstafir, Riverside, Blindead i Lion Sheppard. Nie było mi dane zobaczyć co działo się w Parku Sowińskiego bowiem tego samego dnia po prostu musiałem się udać na koncert Converge, ale obiecałem sobie, że na drugiej edycji się pojawię i tak też się stało. Początkowo miała zagrać supergrupa Sons Of Apollo w składzie Mike Portnoy, Derek Sherinian, Billy Sheehan, Jeff Scott Soto i Ron „Bumblefoot” Thal, ale ostatecznie zespół odwołał część trasy koncertowej. Przytomni organizatorzy dwoili się i troili by znaleźć godne zastępstwo i choć Tides From Nebula nie jest grupą muzyków nazywanych legendami, to był to strzał w dziesiątkę. Ten warszawski zespół w tym roku obchodzi 10-lecie znakomitej płyty Aura, która jest już właściwie klasyką post-rockowego grania. Mimo tego część melomanów postanowiła zwrócić bilety, a koncert został przeniesiony do klubu Progresja. Udało się zachować festiwalowy klimat imprezy, były foodtrucki, strefa z alkoholem i namiot do meet and greet oraz sklepik z koszulkami i płytami. Mimo zwrotów biletów sala była szczelnie wypełniona i choć klimatyzacja działała jak należy to zdarzyło mi się kilka razy wyjść na korytarz, nawet podczas koncertu Anathemy. Trudno mieć o taki stan rzeczy pretensje do organizatorów, jedyne co zgrzytało, to obsówa w czasie przez którą koncert Postcards From Arkham nałożył się ze spotkaniem z grupą Leprous, i przez którą koncert Tides From Nebula wydawał mi się nieco krótszy niż miał być. To tyle jeśli chodzi o narzekania, bowiem cała reszta wydarzenia potoczyła się jak należy i kapele poza Anathemą weszły o swoim czasie. A teraz słów kilka o samych koncertach, bo przecież to one były tego dnia najważniejsze!

Tides From Nebula

Grupa Postcards From Arkham miała okazję pokazać się szerszej publiczności jako otwieracz całej stawki. Nazwa nawiązująca do uniwersum Batmana, napisy na merchu do Twin Peaks i „maskotka” pod postacią wielkiego sowiego łba. Wizualnie grupa prezentowała się całkiem nieźle, natomiast muzycznie jakoś mnie specjalnie nie wciągnęli. Czuć w tym było kombinowanie w duchu starego Opeth, czuć też było, że czeska grupa dopiero szuka swojego stylu i jeszcze do końca się nie potrafi określić. Ale jako rozgrzewacz przed pozostałymi grupami wypadli całkiem nieźle i chętnie sprawdzę co tam upichcą na kolejnych wydawnictwach. Po może dziesięciu minutach przerwy wyszli panowie z Tides From Nebula i zagrali dość zbliżony, choć krótszy set niż na Pol’And’Rocku. Materiał grają ze wszystkich swoich wydawnictw, ja zawsze entuzjastycznie reaguję na kawałki z Aury, którą lata temu katowałem do oporu, tak świeży i intrygujący był to materiał. W post rocku może i powiedziano już wszystko, ale TFN ma w sobie ten uroczy pierwiastek, który sprawia, że ich muzyka się zupełnie nie nudzi, ani też nie starzeje.

Leprous

Widać było, że na koncert Leprous przybyła spora część widowni festiwalu, fanów w koszulkach było bardzo dużo, a podczas koncertu widać było ludzi doskonale znających teksty ich utworów. Mi najbardziej podobało się podniosłe wykonanie The Price i zaraz potem poruszające The Cloak. Podczas Contaminate Me na scenę wszedł Ihsahn i rozpętało się niezłe progresywne piekło, które trwało potem przez cały jego występ (podczas którego na scenie przy okazji wykonywania Celestial Violence pojawił się wokalista Leprous). Tak więc na imprezie doszło do dwóch występów niepowtarzalnych i zdecydowanie wartych zakupu biletów. Sam występ Ihsahna część widowni skonsternował, podejrzewam, że co bardziej zasłuchani w prog rocka raczej nie mieli intensywnej styczności z Emperorem, którego działalności echa wciąż słychać w solowej twórczości lidera tej grupy. W sumie twórczość Ihsahna można na upartego określić mianem progresywnego, awangardowego black metalu, bowiem znalazło się i miejsce dla połamanych motywów, wybornych solówek, balladowych momentów, ale też totalnego blackowego szaleństwa podlanego zblastowaną perkusją i charakterystycznym wokalem Ihsahna, który wyglądał jakby się urwał z prowadzenia wykładu na uniwersytecie.

Ihsahn

Na Anathemie byłem już wcześniej chyba z trzy razy, dopisek na plakacie obiecywał niestandardową setlistę i rzeczywiście nie zabrakło numerów starszych, tych za którymi przepadają nieco starsi fani, wychowani na albumach takich jak Judgement czy Alternative 4. Zaczęli od Deep Lost Control, a potem płynnie przeskoczyli do najnowszego, zeszłorocznego albumu The Optimistktóry przytuliłem do serducha bez narzekania. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie odczuwalny brak Jamiego Cavannagh i techniczne problemy, przez które dość często na scenie był widoczny pan techniczny. Widać też było, że muzycy są dość mocno zmęczeni, choć starania by to się w oczy nie rzucało jak najbardziej były. Najbardziej poruszały mnie, jak zwykle zresztą, utwory z Weather System, z którym to albumem przesiedziałem baaaardzo dużo czasu. Tak więc The Beginning And The End oraz obie części Untouchable zrobiły ze mną co trzeba. Fajnie wypadło też hipnotyczne Closer oraz balladowe perełki A Natural Distater Distance Satellites i oczywiście zagrane na bis Fragile Dreams z wplecionym intro z Shine On You Crazy Diamond Pink Floyd. No i oczywiście możecie się domyślić, że przy Thin Air serducho też mocniej zabiło. Widziałem lepsze koncerty tej grupy, ale i tak stwierdzam, że były wyborne momenty (jak podczas A Natural Distaster kiedy oświetlaliśmy pomieszczenie latarkami z telefonów).

Anathema

Zastanawiam się w jakim kierunku pójdzie trzecia edycja festiwalu. O Toolu raczej nie ma co marzyć, ale takie Pain Of Salvation, Meshuggah, Periphery, Devin Townsend, Gojira, Mastodon, Ayreon, Steven Wilson, Coheed And Cambria czy Evergrey byłyby świetnymi typami. No i może na przyszły rok uda się ściągnąć Sons Of Apollo. Podsumowując, chociaż impreza się w parku nie odbyła to i tak była świetna atmosfera, publika dopisała, a drobne wpadki się zawsze zdarzają, więc liczę, że w przyszłym roku, tym razem już w rzeczonym parku odbędzie się kolejna zacna edycja z tak dobrym składem. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s