RELACJA: DEATH IN ROME, BY THE SPIRITS | 02. 09. | POZNAŃ | KLUB U BAZYLA

Neofolk w naszym kraju staje się od kilku lat coraz bardziej popularnym gatunkiem muzycznym.

W magazynach takich jak Noise swego czasu można było sobie poczytać o dokonaniach grup takich jak Death In June czy Current 93, natomiast jakiś czas temu głośno zrobiło się o projekcie Death In Rome, którzy są wyjątkowej urody coverbandem. Tenże coverband zagrał wczoraj w poznańskim klubie U Bazyla gromadząc całkiem sporą publikę głównie o metalowym rodowodzie. Neofolk bowiem „dość mocno dostarcza”, że tak się wyrażę, chociażby fanom black metalu, industrialu, post punku czy gotyku, charakteryzując się zarówno depresyjną melancholijnością jak i podskórną złowieszczością. Rzecz w tym, że bohaterowie niniejszej relacji postanowili wziąć na warsztat rozrywkowe hity z lat 80. i 90. lub utwory współczesnych, okupujących listy przebojów wykonawców takich jak… Ale o tym za chwilę.

Publikę nastroił przed daniem głównym projekt jednoosobowy By The Spirits. Wokal i gitara akustyczna, z tyłu depresyjne, jesienne wizualizacje. Michał Krawczuk ma przyjemny, głęboki i przepełniony tęsknotą za czymś nieokreślonym głos. Powrócił na scenę przy okazji wspólnego wykonywania You My Heart, You My Soul jakoś na półmetku koncertu Death In Rome. Tak dobrze przeczytaliście. Death In Rome coverowali tego wieczora grupę Modern Talking, choć to zdecydowanie nie jest najdziwniejszy dobór repertuaru w tym zespole.

Death In Rome – z  twarzą Marylin Monroe

Opatuleni tak by być nie rozpoznawalnymi i uzbrojeni w bardzo skromny zestaw instrumentów muzycy nie szczędzili widowni coverów dzięki których zaistnieli w naszej świadomości. Było więc zdecydowanie lepsze niż oryginał wykonanie Summertime Sadness Lany Del Rey, fenomenalne Careless Whisper George’a Michaela, bardzo spokojne, balladowe wykonanie Take On Me a-ha, a na bis bardziej energetyczne, na swój sposób seksowne Dirty Diana Michaela Jacksona. Ja czekałem najbardziej na kontrowersyjne Barbie Girl grupy Aqua i się doczekałem, dzięki drobnej ingerencji w tekst kawałek ten opowiada o… działalności niejakiego Klausa Barbie. Publiczności zgromadzonej w klubie u Bazyla grupa zaserwowała też Style Tylor Swift, Something In The Way Nirvany, Rhytm is a Dancer Snap! oraz zaśpiewaną jak najbardziej po polsku i to całkiem przyjemnie dla ucha Białą armię Bajmu. Singiel z tym coverem w limitowanym nakładzie był zresztą prezentem dla bodajże 50 pierwszych osób, które zakupiły bilet.

Grupa ma oczywiście w dorobku znacznie więcej interpretacji kawałków popularnych wykonawców, ale jako że koncert trwał godzinę z okładem to nie doczekaliśmy się What Is Love? Haddawaya czy Lambady grupy Kaoma. Za to maniacy kinematografii oglądając koncertowe wizualizacje mogli zauważyć fragmenty filmów takich jak Palacz zwłok z 1968 Diabły z 1971. Tak więc wizualnie też było mrocznie, kto oglądał ten wie o czym mówię. Podsumowując, był to wieczór bardzo specyficzny, Death In Rome to bardziej zjawisko niż pełnoprawny zespół, ekscentryczny projekt, czy nawet swoisty muzyczny czarny humor. Żałujcie jeśliście nie byli, ten koncert organizowany przez Left Hand Sounds, to zdecydowanie świetne otwarcie jesiennego sezonu koncertowego w naszym kraju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s