RANKING ALBUMÓW: LINKIN PARK

Wokalista Chester Bennington (udzielający się również w supergrupie Dead by Sunrise oraz grunge’owych Grey Daze I Stone Temple Pilots).

Raper Mike Shinoda (Fort Minor). DJ Joe Hahn (także reżyser filmów i teledysków). Gitarzysta Brad Delson. Basista Dave „Phoenix” Farrel. Perkusista Rob Bourdon.

Ta szóstka zaprezentowała nam siedem albumów w ciągu 17 lat, choć to nie wszystko. W tym rankingu skoncentruję się tylko na LP (znaczy longplayach). Oprócz nich zespół posiada bogatą kolekcję innych wydawnictw, w tym trzy koncertowe (jak najbardziej godne polecenia Live in Texas i Road to Revolution oraz okrojone, niezbyt udane One More Light Live), trzy remiksowe (Reanimation, Recharged i Collision Course z mashupami łączącymi starsze numery z utworami rapera Jaya-Z), udział w ścieżkach dźwiękowych (Transformers, The Raid czy wyreżyserowane przez Joego The Mall), ponad 30 singli (niejednokrotnie osiągających platynę) i 17 EPek z trudno dostępnymi demami i niewykorzystanymi utworami specjalnie dla fanklubu Linkin Park Underground. Skoncentrujmy się jednak na tym, co najistotniejsze – siedmiu albumach z oryginalną zawartością wydawanych w latach 2000-2017, z których na wielu zespół starał się pokazać inne oblicze. Zacznijmy jednak od końca.


7. ONE MORE LIGHT (2017)

Jakkolwiek ciężko teraz mówić o tym albumie w oderwaniu od przedwczesnego odejścia Chestera Benningtona i jak nagle te wszystkie osobiste teksty ukryte pod przystępnymi, radiolubnymi podkładami, okazały się zyskiwać głębię, tak nie jest to album, który umieściłbym wyżej w rankingu. Już pierwszy singiel, Heavy, nagrany z popową piosenkarką Kiiarą zdradzał, że będzie to materiał diametralnie różny nie tylko od poprzedniego The Hunting Party, ale i od twórczości LP w ogóle. Gitary schodzą na dalszy plan, prym wiodą zgodne z aktualnymi radiowymi standardami elektroniczno-popowe tła, do których śpiewa głównie Chester. Jest utwór rapowy, Good Goodbye z Pushą T i Stormzym, do którego teledysk zresztą zaczyna się w sposób przywodzący na myśl klimaty Stranger Things, by zupełnie na luzie przejść do meczu koszykówki, tylko że w stylu Mortal Kombat. Następnymi singlami były Talking to Myself z teledyskiem będącym hołdem dla fanów przychodzących na koncerty (zawarto nawet fragmenty nagrań z Polski!) i już po odejściu Chestera, pożegnalne One More Light z klipem będącym hołdem dla niego. Nie przesadzę chyba, jeśli powiem, że był głosem pokolenia i dotknął dusz wielu z nas. W tym rankingu jednak koncentruję się jedynie na jakości muzycznej. A One More Light, poza piękną i poruszającą tytułową balladą o godzeniu się ze śmiercią przyjaciela, nie zachwyca.

Najlepsze utwory: One More Light, Talking to Myself, Sharp Edges


6. THE HUNTING PARTY (2014)

Kolejność albumów w rankingu sugeruje, że w tej dekadzie LP było raczej w tendencji spadkowej. To niestety może być prawdą, ale The Hunting Party jest dość interesującą pozycją z tego względu, że wyrywa się ze schematów Living Things, bliżej mu bardziej do Minutes to Midnight, ale znacznie bardziej na luzie. Między utworami można usłyszeć różne sample, nagrania, a niekiedy podczas utworów elementy mające nadać produkcji nieco garażowego rytu (np. ciche „1, 2, 3…” przed kolejną partią piosenki). Roi się też tu od featuringów ciekawych wykonawców. Page Hamilton (Helmet) w All For Nothing, raper Rakim w Guilty All the Same, gitarzysta Daron Malakian w Rebellion (bardzo zresztą przypominającym twórczość jego rodzimej formacji, System of a Down) i Tom Morello (Rage Against the Machine) w instrumentalnym Drawbar. Ten zestaw jasno wskazuje na to, że gitary wróciły do łask, przynajmniej na chwilę i mamy do czynienia z albumem bardzo rockowym. Szkoda, że na koncertach grano tylko nieliczne kompozycje z tego albumu, by na koniec poprzestać jedynie na Wastelands, chyba najbardziej przypominającym staroszkolne LP. Całość wieńczą długie (jak na Linkin Park) i zdecydowanie warte uwagi Mark the Graves i A Line in the Sand. Miły eksperyment, ale do formy z czasów pierwszego dziesięciolecia XXI wieku LP niestety już nie wróciło.

Najlepsze utwory: Mark the Graves, Wastelands, Rebellion


5. LIVING THINGS (2012)

Przyjemny album, stanowiący niejako złoty środek między starym a nowym. Są rzeczy brzmiące znajomo, ale wzbogacone o nowe, nieco bardziej elektroniczne elementy. Już na samym wstępie, w świetnym Lost in the Echo mamy ostrożne próby zaimplementowania dubstepu (eksplorowane szerzej i już nie tak zachowawczo na remix albumie Recharged). Ale nawet pomimo tego Chester ma okazję się tu wydrzeć, podobnie jak w późniejszych Lies Greed Misery czy Victimized (na niektórych koncertach świetnie połączonym z Qwerty, równie ostrym utworem z jednego z fanklubowych CD). Nie mogło zabraknąć bezpiecznego radiowego hitu w formie Burn it down, kilku emocjonalnych ballad – pierwszy raz zagranego na koncercie upamiętniającym Chestera Roads Untraveled, Castle of Glass z teledyskiem opowiadającym o amerykańskich żołnierzach czy Powerless, które z jakiegoś powodu pojawiało się na napisach filmu Abraham Lincoln: Łowca Wampirów. Mike zarówno śpiewa jak i rapuje, ale chyba największą okazję do wykazania się miał w eklektycznym Until it Breaks. To numer złożony z trzech dem, zmieniający się jak kalejdoskop. Rapowe zwrotki słusznie kojarzą się z Beastie Boys (których Sabotage zespół coverował na koncertach), a śpiewa nie tylko Chester, ale i Brad Delson, gitarzysta. Interesujący eksperyment, choć może dobrze, że nie postanowił zostać trzecim wokalistą zespołu na dobre.

Najlepsze utwory: Lost in the Echo, Lies Greed Misery, Roads Untraveled


4. MINUTES TO MIDNIGHT (2007)

A jednak nie będzie odwróconej chronologicznej dyskografii. Minutes to Midnight to pierwsza płyta, w której z pomocą Ricka Rubina postanowili wyjść poza łatkę nu metalu i wkroczyć w bardziej rockowe rejony w jednej połowie, a w drugiej pograć trochę spokojniej. Nie sprawiło to jednak, że mamy do czynienia z nagraniem zwykłym i powtarzalnym, wręcz przeciwnie. Hip hopowe elementy zostały sprowadzone na margines – Joe nie może za bardzo się wykazać za konsoletą, a Mike rapuje tylko w imprezowym, energicznym Bleed It Out, na stałe później się wpisującym w koniec koncertowych setlist i Hands Held High, które na przekór nie raczy go bitem, a podkładem bardziej odpowiednim do śpiewania… gospel? Chóralne „Amen” w ramach refrenu mocno zaskakuje. Ale sam utwór jest ważny – pokazuje konflikt USA z Bliskim Wschodem przez pryzmat mediów i z dwóch różnych perspektyw. Given up to także pozycja z mocnym tekstem, ale bardziej osobistym. To solowy show Chestera. Wydziera z duszy to, co najbardziej go boli, a przeszywający, kilkunastosekundowy krzyk w kulminacyjnym momencie nie jest czymś, co łatwo powtórzyć. Treść uderza szczególnie mocno, gdy weźmie się pod uwagę, że dziesięć lat później Chester popełnił samobójstwo. Już tutaj słychać jego cierpienie i wewnętrzną walkę z samym sobą. Inna ostra pozycja, tym razem manifestacja gniewu wobec władzy w postaci No More Sorrow w swoich riffach kojarzy się z Keine Lust Rammstein. Ze spokojniejszych inspiracji – Shadow of the Day to czytelny hołd dla With or Without You U2 (na koncercie upamiętniającym Chestera połączono nawet te dwie piosenki). Koniec albumu to progresywnie rozwijające się In Pieces i The Little Things Give You Away, które zawsze będzie mi się kojarzyć z wrzuconym lata temu na YouTube nieoficjalnym teledyskiem zwieR.Za, który złączył fragmenty wykonania na żywo z nagraniami powodzi w Nowym Orleanie. Bo o tym jest ta piękna, długa ballada – o ofiarach huraganu Katrina. W kontrze do stroniącego od gitarowych solówek nu metalu z pierwszych płyt, mamy tu solidne solo Brada Delsona, do którego dołączają potem przeszywające wokalizy Benningtona, na które nakładają się kolejne warstwy wokalu. Promocję albumu rozpoczął teledysk do What I’ve Done, na którym dobitnie widać, że zespół stara się odejść od szufladki grupy śpiewającej o emocjonalnych problemach nastolatków, a ma do powiedzenia coś o globalnych problemach.

Najlepsze utwory: Given Up, Bleed It Out, The Little Things Give You Away


3. A THOUSAND SUNS (2010)

Najbardziej przemyślana I spójna pozycja w dyskografii Linkin Park to album koncepcyjny dotyczący wojny nuklearnej. To o niej mówi samplowany prawie na początku płyty Robert Oppenheimer, opisując reakcje ludzi na pierwszą próbę jądrową. To tylko pierwszy z kilkorga ludzi, których można usłyszeć w przerywnikach między utworami, pojawiają się też Mario Savio i Martin Luther King Junior. To dość liczna reprezentacja przerywników sprawia, że tracklista mówi o piętnastu ścieżkach, chociaż właściwych piosenek w tradycyjnym tego słowa znaczeniu jest dziewięć. Ale co tu można znaleźć! Hip hopowy kawałek z arabsko brzmiącymi wstawkami When They Come For Me to zdecydowanie jeden z jaśniejszych punktów. Rap pojawia się też we Wretches and Kings, w którym przypominamy sobie, jak działa scratch i singlowym, optymistycznym Waiting for the End. Poza krzyczanym i skocznym Blackout jest już raczej spokojnie. W smutnym, promującym trzecie Transformersy singlu Iridescent, Chester śpiewa „Let it go” zanim to było modne. Ale jak to robi, to wręcz maść na rany na duszy. Ważnym punktem jest też pierwszy singiel, The Catalyst – różniący się od poprzednich dokonań, bardziej elektroniczny, ale nie do końca popowy. Warto wspomnieć, że swojego czasu zespół udostępnił część ścieżek do tego utworu dla fanów z całego świata jeszcze przed premierą albumu i zorganizowano konkurs. Wygrał Polak, Czesław „NoBrain” Sakowski i nie tylko jego remix został zawarty na niektórych wersjach płyty, ale też miał wkład w tworzenie podstawowej wersji albumu! Jak jest napisane w książeczce: „Supplemental programming in outro of „When They Come For Me”: Czeslaw ‘NoBrain’ Sakowski”. Do dziś pamiętam nagranie jego rozmowy z Mike’iem przez Skype’a czy wywiad w telewizji śniadaniowej (w tej stacji, która nie lubi memów z jej pracownikami). Całościowo ATS przypomina mi Year Zero Nine Inch Nails w kontekście tematyki, formy, już niekoniecznie muzycznie, ale wcześniejsze dokonania NIN mogły mieć istotny wpływ na ten etap twórczości LP (co potwierdza odgrywany na żywo cover Wish), a przy tym pozostaje czymś zupełnie innym. Mi to zaś bardzo odpowiada – osobiście jest to najczęściej przeze mnie słuchany album LP w tym dziesięcioleciu i z chęcią postawiłbym go na pierwszym miejscu, ale na potrzeby tego rankingu muszę popatrzeć trochę szerzej i odłożyć na bok prywatne sympatie.

Najlepsze utwory: When They Come For Me, Waiting for the End, Blackout


2. METEORA (2003)

Prawdziwy dylemat rozpoczyna się tutaj. Dwa pierwsze longplaye Linkin Park to kopalnie singli, które osiągnęły komercyjny sukces, wyznaczając niejako ramy popularności nu metalu wśród mainstreamowych odbiorców. Dla wielu z nas – to piosenki przypominające czasy młodości, idealnie wpasowujące się w problemy emocjonalne, a także odskocznia do różnych innych gatunków i wykonawców. Pomimo tego, że większość piosenek na Meteorze operuje na schemacie zwrotka-refren-zwrotka-refren-mostek-refren, to zawarto tu muzykę o różnej ciężkości. Jest rockowo/metalowo (Hit the Floor, From the Inside), jest hip hopowo (Nobody’s Listening), jest popowo (Numb, później połączone z Encore Jaya-Z na EPce Collision Course, które z kolei zostało wykonane razem z Paulem McCartneyem w połączeniu z beatlesowskim Yesterday na 48. uroczystości rozdania nagród Grammy). Dość interesującym punktem jest Breaking the Habit opowiadającym o wyjściu z uzależnienia. Piosenka ma korzenie w elektronicznym instrumentalu zahaczającym niemal o IDM (Drawing, demo ujawnione na fanklubowej EPce Underground v9.0), do którego w innej wersji miał śpiewać Mike. Jednak dopiero po dodaniu wokalu Chestera utwór nabrał pełnej mocy i z sukcesem promował album przy asyście animowanego teledysku wykonanego przez japońskie studio Gonzo, odpowiedzialne za różne serie anime (Last Exile, Hellsing), a także sekwencję w Kill Bill: Volume 1 (co być może stanowi odpowiedź, dlaczego co drugie AMV na YouTube było z muzyką właśnie Linkin Park). Kontynuując tradycję jednego utworu bez wokalu, mamy Session, instrumental stworzony w większości przez Mike’a na programie Pro Tools na tyłach koncertowego busu. Odleżało rok, aż Brad, Phoenix i Joe dodali własne elementy w studiu NRG. Efekt? Piosenka idealna na napisy końcowe, patrz Matrix: Reaktywacja i Live in Texas, pierwsze koncertowe DVD grupy. Album został bardzo ładnie wydany: bogata książeczka z oprawą graficzną koncentrującą się na sztuce graffiti zapewnia także kilka słów o każdym utworze i historii jego powstania, a wersja z DVD zawiera materiał making of.

Najlepsze utwory: Breaking the Habit, Faint, Somewhere I Belong


1.HYBRID THEORY (2000)

Klasyczne rockowe instrumentarium (choć niestety wyjątkowo z pominięciem basisty Phoenixa), a do tego DJ i dwa bardzo różne głosy – operujący na kilku oktawach tenor, lubiący nie tylko ładnie pośpiewać, ale i sobie pokrzyczeć Chester Bennigton (wówczas 24-letni!) i równie zwinnie składający rymy na kartce, co rapujący Mike Shinoda. W taki sposób z hukiem weszli z tym świetnym debiutem na szlaki przetarte parę lat wcześniej przez Korn, Deftones czy Limp Bizkit. Pomimo schematyczności (która dotknęła również Meteorę), chłopaki postarali się, by utwory różniły się od siebie i każdy ma jakieś swoje charakterystyczne momenty, co umożliwia poszerzone instrumentarium. Tematycznie mamy głównie emocje, radzenie sobie z problemami, relacjami międzyludzkimi (With You) i bolesną, nieprzyjemną przeszłością – przeszywające Crawling. Z tego albumu pochodzą też inne pamiętne single – One Step Closer (czasem ze świetnym efektem śpiewane na koncertach z Jonathanem Davisem z Korn, który pojawia się zresztą na oficjalnym remiksie 1Stp Klosr), Papercut (otwierające album) i wreszcie In the End, bez wątpienia najlepiej znaną piosenkę grupy i jak przyznawał sam Chester, najbardziej popową. Trudno się z nim nie zgodzić, ale tak czy inaczej, melodyjną piosenkę o próżnych staraniach skazanych na niepowodzenie pokochały i zapamiętały na lata miliony. A dokładniej ponad trzydzieści milionów. Komercyjny sukces sprawił, że postanowiono wydać też remix album Reanimation ukazujący utwory z nieco bardziej hiphopowej i elektronicznej strony. Wydawać by się mogło, że taki album reanimacji wcale nie potrzebował, ale efektem był jeden z najlepiej sprzedających się remix albumów na świecie, wyprzedzony jedynie przez takich wykonawców jak Michael Jackson, The Beatles i Madonna. Wracając jednak do samego Hybrid Theory – są tu przecież nie tylko single. Co więcej, niesinglowa zawartość może okazać się jeszcze ciekawsza. To tu pojawia się hałaśliwe, prawie industrial rockowe By Myself, łączące śpiew ładny i wściekły Runaway, oparte na interesującym riffie Points of Authority (które okazało się na tyle dobre, że dostało później singiel jako remiks Pts.of.Athrty), solowy popis DJa w postaci Cure for the Itch (Lekarstwo na swędzenie, bardzo dziwny tytuł), czy wreszcie piosenkę absolutnie genialną, A Place for my Head. Gitarowa introdukcja, do której powoli dochodzą uderzenia perkusji i scratche zapowiada ostrzejszy utwór, stanowiący według mnie najistotniejszy punkt płyty, przyćmiewający wszystkie single, jakkolwiek popularne i nostalgiczne by nie były. Szept następujący po drugim refrenie przeradzający się w gniewny wrzask to coś, czego potem już w dyskografii LP nie było, a na tym nie koniec, bo na koniec utworu jest epicka, potężna coda, w której krzyk łączy się z rapem Mike’a, a potem scratch stanowiący krótką przerwę przed energetycznym wejściem Forgotten. Na koniec jest też nieco spokojniejsze Pushing Me Away, czasem na koncertach wykonywane w zremiksowanej (P5hng me a*wy) lub pianinowej wersji. Uważam jednakże, że album jest niekompletny, bo brakuje świetnego High Voltage, zawartego na jednym z singli jako B-side. I nawet słychać, w którym momencie na albumie powinien się pojawić. Ale większość ludzi nawet nie będzie sobie z tego zdawać sprawy. I nie muszą, bo tak czy inaczej oto mają przed sobą najlepsze dokonanie zespołu.

Albumy przesłuchał i opatrzył dla Was komentarzem Kamil „Wrathu” Kwiatkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s