RECENZJA: UPGRADE – WIĘCEJ NIŻ CZŁOWIEK, MNIEJ NIŻ MASZYNA

Niezbadane są ścieżki polskich dystrybutorów. Wczoraj recenzowałem dla was Korpo, które wchodzi do kin z niemal rocznym poślizgiem. Tym razem mierzę się z kolejną nietuzinkową perełką o której wprowadzeniu do kin ani widu ani słychu. Gdyby jeszcze za tym filmem stali jacyś totalnie anonimowi twórcy to mógłbym to zrozumieć. Rzecz w tym, że Upgrade w osobie reżyseria i scenarzysty stoi Leigh Whannell, który odpowiada za sukcesy takich hitów jak Piła i Naznaczony. Jego w pełni autorskie dzieło nie klasyfikuje się co prawda do horrorów, za to garściami czerpie z dorobku science-fiction spod znaku „sztuczna inteligencja – dobrodziejstwo, czy zagrożenie?”.

Podoba mi się ten lekko blackmirrorowski klimat.

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana i zdecydowanie kłania się klasycznemu kinu zemsty. Głównemu bohaterowi Grey’owi (uderzająco podobny do Toma Hardy’ego Logan Marshall-Green) mordują żonę, a jego samego doprowadzają do trwałego kalectwa. Mężczyzna otrzymuje propozycję z tych nie do odrzucenia: wszczepienia specjalnego oprogramowania, które pozwoli mu poruszać się o własnych siłach. Nie zważając na skutki uboczne Grey zgadza się na zabieg i szybko zdaje sobie sprawę, że w jego umyśle zamieszkał ktoś jeszcze. Sztuczna inteligencja jest bowiem dość rozmowna, a samego bohatera obdarza wręcz nadprzyrodzonymi zdolnościami. Można więc śmiało stwierdzić, że nasz mściciel został zaktualizowany do wersji 2.0, która czyni go PRAWIE niezniszczalnym. Dlaczego prawie, tego Wam zdradzić nie zamierzam, oczywiście bohater na swojej drodze spotka osobników, którzy będą próbowali go, jeśli nie zabić, to przynajmniej wyłączyć…

Po zobaczeniu trailera szczerze nastawiłem się na film, w którym rozpierducha jest w samym centrum fabuły. Whannell poszedł jednak o krok dalej i zbudował całkiem zacną otoczkę wokół swojej wizji świata. Może nie tak bogatej jak w Łowcy androidów czy innego Raportu mniejszości, ale jednak mającej swój kameralny urok. Najważniejsze jest to, że Grey nie jest postacią płaską, bezdusznym terminatorem, albo innym cynicznym skurwesynem. Jest w tym wszystkim dość konkretnie zagubiony, bowiem nie do końca jest świadomy swoich nowych zdolności. To sprawia, że do niektórych scen przekrada się nieco czarnego humoru, a całość ma dość mocno blackmirrorowski wydźwięk.

Nasz bohater jest PRAWIE doskonały. Prawie.

Co prawda nie wszystko mnie w tym filmie kupiło, w niektórych momentach mogłoby być odrobinę bardziej „zryto” i bezkompromisowo, ale jako taki film uważam za perełkę, którą warto wyłowić i obejrzeć, szczególnie, że trwa zaledwie półtorej godziny. Leigh Whannell to facet z niezłą wyobraźnią i serdecznie życzę mu kolejnych sukcesów w takim niezależnym, alternatywnym filmowym światku, w którym będzie miał pełną swobodę artystyczną. Bowiem ten film jest stworzony na jego własnych zasadach, zarówno kłania się pewnym konwencjom jak i sprytnie się z nich wyłamuje. W kategorii „zaskoczenie roku” to dzieło jest jak dla mnie w tegorocznej czołówce. A już na dniach dowiem się co do zaoferowania ma Mandy z Nickiem Cagem. Oczekujcie mięsistej recenzji!

8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s