RECENZJA: BIG MOUTH – SEZON 2, czyli szaleństwo dojrzewania!

Pierwszy sezon Big Mouth zrobił mi dobrze, aż z nawiązką. Nie spodziewałem się, że kreskówka pełna tak niewybrednych, obscenicznych żartów będzie ze sobą nieść tyle wartościowych wniosków na temat dojrzewania. Drugi sezon przynosi rozwinięcie wątków z poprzedniego, rozwija bohaterów i dojrzewa wraz z nimi. Tym razem jest jednak bardziej… hmmm… dramatycznie i retrospektywnie? Przede wszystkim jest dalej zabawnie, bezpruderyjnie, to wciąż serial o buzujących w nastolatkach hormonach, z którymi nie potrafią sobie poradzić. 

Mi tam nie przeszkadzają dosadne żarciki o wytryskach, rzyganiu i sraczce. Twórcy serialu wychodzą z założenia, że nic co ludzkie nie jest im obce, jednocześnie obalając pewne mity na temat seksu i związków, o których nastolatkowie mogą nie mieć pojęcia. Nie uciekają o tematów tak trudnych jak rozwód, zdrada, samotność, czy zaniedbanie rodziny. Używają całkiem zgrabnych metafor (w tym sezonie pojawia się personifikacja wstydu), ale nie bawią się też w jednostronny dydaktyzm. Nick, Andrew, Jessi, Missy i Jay dorastają, każde na swój sposób i codziennie spotykają się z sytuacjami, które mogą budzić zażenowanie, niezrozumienie i odrzucenie. Big Mouth jest niczym lekcja wychowania do życia w rodzinie wywrócona na lewą stronę, dopiero kiedy uważnie wyłapie się wszystkie odniesienia, popkulturalne nawiązania, to większość paskudnych żartów nabiera nowego, całkiem zacnego kolorytu. Mamy więc odcinek o zachłyśnięciu się przez chłopców kobiecymi biustami, jest odcinek o fazie po trawce, bardzo ciekawie pokazany wybór antykoncepcji, czy opowieść z dreszczykiem o chorobach wenerycznych.

Nie jest to serial nad którym szczególnie trzeba się rozpisywać, bowiem fabuła jakoś mocno na przestrzeni poszczególnych odcinków się nie zmienia. Trudno jest mi też stwierdzić, czy ten sezon bardziej jedzie po bandzie od poprzedniego, wydaje się odrobinę bardziej dojrzalszy, mający więcej ważkich rzeczy do powiedzenia. A że na upartego oba sezony jesteście w stanie łyknąć w kilka dni to tym bardziej polecam, szczególnie jeśli nie wiecie co porabiać w weekend. Nadal uważam, że jest to bardzo świadoma propozycja oryginalna od Netflixa, ze świetnymi nawiązaniami do klasyki kina, seriali i zjawisk nas obecnie otaczających. Momentami ogląda się z potężnymi „łotdefakami” na twarzy, ale taki urok tej produkcji Ode mnie tyle na dziś i do przeczytania next time!

8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s