THE WALKING DEAD: SEZON 9 – ODCINEK 1, CZYLI KTO TO JESZCZE OGLĄDA?

Jeśli wierzyć podawanym w internetach statystykom to premierę sezonu 9-go obejrzało ponad 6 milionów ludzi na całym świecie. Dużo to czy mało? Na tle innych ogólnie dostępnych seriali, za których oglądanie nie trzeba płacić (Netflix, HBO itp.) to wciąż jest wynik może nie tyle imponujący, co udowadniający, że seria (jeszcze) nie umarła. Pierwszy epizod tego sezonu był stonowany, jak zawsze przegadany i pełen przeciągniętych scen, ALE… to jednak jest nowy początek. To po prostu widać, choć decyzje podejmowane przez bohaterów nadal wołają o pomstę do nieba. TWD wróciło, a więc (mam nadzieję, że regularnie) powrócą wpisy o kolejnych potyczkach grupy próbującej przetrwać zombie apokalipsę. 

– Czyli w każdym sezonie tłuką zombie? – zapytała moja luba, która wcześniej nie miała styczności z serialem.

– Yup. 

-Aha. No fajnie. 

Muszę przyznać, że ta krótka wymiana zdań dała mi do myślenia, bowiem zacząłem się dogłębnie zastanawiać na co poświęcam tygodniowo godzinę swojego życia. W sumie doszedłem do tego samego wniosku co ostatnio – TWD to jest najzwyczajniej w świecie moje guilty pleasure, które dość mocno oglądam z czystego przyzwyczajenia, bez wypieków na twarzy, które towarzyszyły mi zanim pojawił się Negan i Zbawcy. Dla wielu jego pojawienie się było niczym zastrzyk z adrenaliny, na drugim biegunie znaleźli się Ci, których uśmiercenie Glenna i Abrahama było zbyt dużym przegięciem i dali sobie spokój. Prawdą jest, że odkąd Zbawcy zdominowali serial to zombiaki zeszły na dalszy plan i zrobiła się z tego mega drama polegająca na tym „kto komu zrobi w obozie większy rozpierdol w oparciu o mega głupi plan”. W pewnym momencie decyzje podejmowane przez głowy poszczególnych grupek były tak absurdalne, że nawet przestałem żałować ofiar tych nieudanych eskapad. Uśmiercenie Carla zostało przyjęte w bardzo mieszany sposób, podobnie jak pozostawienie przy życiu Negana, który część widzów po prostu zmęczył, choć sam w sobie jest przecież świetnie wykreowaną postacią.

Dziewiąty sezon niewątpliwie będzie nowym otwarciem dla Żywych Trupów bowiem w okolicy epizodu 6-go definitywnie ma się zakończyć wątek Ricka Grimesa. Póki co jednak było nam dane zobaczyć jak powoli narasta konflikt pomiędzy czterema obecnie grupami: Alexandrią i Azylem (pod rządami Ricka), Królestwem (Ezekiel) oraz Wzgórzem (Maggie). Dowiedzieliśmy się, że Ezekiel i Carol są parą (lol), że Maggie urodziła syna, któremu nadała imię Hershel na cześć ojca, Gabriel zmienił stylówę na bardziej amiszowską, a Jadis jak chce to potrafi być miła (oby nie stała się po prostu nudna). Relacje miedzy bohaterami ewoluowały więc podczas bodajże roku od końca All Out War w rozmaitych kierunkach i nawet Daryl się zrobił bardziej rozmowny. Trochę ciężko jest uwierzyć w to, że przez rok przerwy nikomu się większa krzywda nie stała i wszyscy żyli we względnym spokoju by nagle znowu zacząć się rzucać sobie do gardeł. Nie będę jednak wnikać w dziury logiczne TWD, tych jest bowiem całe mnóstwo i postaram się zwrócić uwagi na pozytywy „nowego początku” jako takiego, nie tylko tego, który widziałem w pierwszym odcinku.

Nowa czołówka jest rewelacyjna! Klimatyczna, komiksowa, „brudna”, mająca uświadomić nam, że oto żegnamy serial jaki znaliśmy od lat. Zakończenie wątku Gregory’ego, który niemal od początku działał wszystkim na nerwy też jest jak najbardziej na plus, pokazuje, że Maggie rządzi twardą ręką i każda próba zdetronizowania jej zakończy się dla zamachowca stryczkiem. Relacja między Ezekielem i Carol to nic innego jak fundament pod „któreś z nich zginie”, szczególnie, że ich relacja ma nas mocno zaangażować. Jezus i Aaron to też potencjalny ship, który jak znam życie bohaterów TWD prędzej czy później stanie się faktem. Negan siedzi w klatce, ale z pewnością wkrótce z niej wyjdzie, w zajawce drugiego odcinka, jak zwykle po swojemu dogryza Rickowi. Uwstecznienie społeczności też ma swój urok, choć mam nadzieję, że to nie będzie długo eksponowane i w końcu sięgną po jakieś bardziej „cywilizowane” narzędzia lub trafią do miejsca gdzie takowe będą. Pamiętacie taką babeczkę co się pojawiła, zostawiła Maggie książkę i zniknęła? Czuję, że jej wątek powróci, jeśli nie w tym, to (eeeeech XD) w dziesiątym sezonie. Na koniec oczywiście muszę podzielić się swoją nielichą podjarką Szeptaczami, bowiem na ten wątek też maniacy komiksu zacierają ręce.

TWD może jest i rozrywką obecnie na niezbyt wygórowanym poziomie, odcinki często ciągną się jak flaki z olejem i momentami wręcz można zapomnieć, że nieumarli czają się w sumie na każdym kroku. Niektóre postacie były po prostu esencją, istotą tej historii i ich nieobecność zmieniła bardzo wiele. Założę się, że pożegnalny odcinek z udziałem Ricka zostanie mocno wypromowany i tutaj statystyki będą się zgadzać. Rzecz w tym ile osób powróci do tej serii kiedy już go zabraknie, to wręcz swoiste „być albo nie być” dla tej serii (która dla wielu widzów już i tak nie istnieje XD). Czy będę dalej oglądać? Ależ oczywiście! Czy będę o odcinkach dalej pisać? Jeszcze nie wiem. Póki co ode mnie tyle i do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s