TOP 10 STANLEYA: Filmy najgorsze na pierwszą randkę!

Jesień może być pełna romantycznych uniesień. Spacerki za rączkę, zbieranie liści i kasztanów, omijanie psich odchodów, wpadanie ryjem prosto w kałuże…  Można też spędzić romantyczny wieczór przy filmie, ale należy pamiętać, że są takie produkcje, których zdecydowanie nie należy oglądać, jeśli dopiero co poznało się kogoś nowego. Także jeśli ktoś Wam zasugeruje byście z nowo poznaną osobą obejrzał coś z tej listy, to wiedzcie, że źle Wam życzy. Nie przedłużając, sprawdźcie czego unikać! 

WSTYD (Shame, 2011, reż. Steve McQueen). Główny bohater cierpi na uzależnienie od seksu. Strudzona twarz Fassbendera będzie prześladować potencjalnych przyszłych kochanków jeszcze długo po seansie. Nie ma nic bardziej osłabiającego pożądania, niż widok mężczyzny, który jest popada w mechaniczność i odziera seksualne uniesienia z całej magii.

ZAGINIONA DZIEWCZYNA (Gone Girl, 2014, reż. David Fincher). Nie chcę tutaj zdradzać wybornego fabularnego twistu, więc po prostu napiszę, że jest to opowieść, w której zaginięcie głównej bohaterki jest jedynie punktem wyjścia nad dyskusją na temat związków i ról jakie przypadają w nich zarówno kobiecie jak i mężczyźnie. Lepiej obejrzeć w samotności i wysnuć własne wnioski, niż stracić szansę na dalsze umawianie się z fajną osobą.

500 DNI MIŁOŚCI ((500) Days of Summer, 2009, reż. Marc Webb). Jeśli głównym bohaterem jest porzucony przez tytułową Summer facet, który wspomina jak to wszystko wyglądało od podszewki, to to raczej nie jest dobry pomysł na pierwszą randkę. Szczególnie, że jest to produkcja w stylu „oczekiwania kontra rzeczywistość”, a ta jak wszyscy wiemy jest po prostu brutalna.

ZAKOCHANY BEZ PAMIĘCI (Eternal Sunshine of the Spotless Mind, 2004, reż. Michel Gondry). Surrealistyczny obraz w którym możliwe jest wykasowanie z pamięci osoby, którą się kiedyś znało. Komediodramat z udziałem Jima Carreya i Kate Winslet niesie ze sobą potężny ładunek emocji i dość gorzką, ogólną refleksję na temat związków i miłości. To piękny film, ale zdecydowanie nie na pierwsze spotkanie.

BLIŻEJ (Closer, 2004, reż. Mike Nichols). Losy dwóch par, których życie komplikuje się kiedy poznają się… bliżej, oczywiście. Nic tu nie jest czarno-białe, a tłumione uczucia eksplodują od miłości do nienawiści. Wyborna jest tu obsada: Natalie Portman, Jude Law, Julia Roberts oraz Clive Owen. To bardzo dobra produkcja, lecz stopień pogmatwanych relacji między bohaterami stanowczo nie uświetni pierwszej randki.

BLUE VALENTINE (2010, reż. Derek Cianfrance). Ryan Gosling i Michelle Williams jako małżeństwo walczące o ostatnie iskry miłości. Wychodząc z założenia, że po pierwszej randce mają też być kolejne, zdecydowanie odradzam, gdyż podobnie jak większość filmów z tej lity Blue Valentine przejeżdża po widzu emocjonalnym walcem i nie bierze jeńców.

COŚ ZA MNĄ CHODZI (It Follows, 2014, reż. David Robert Mitchell). A czemu by nie obejrzeć horroru? W końcu można się poprzytulać, a od tego to już kilka kroków do czegoś więcej. No chyba że ogląda się horror o metaforze zabójczych chorób wenerycznych. Główną bohaterkę po przygodnym seksie zaczyna śledzić jakieś mordercze stworzenie. I cały romantyczny nastrój idzie się je… odchodzi w zapomnienie.

FUNNY GAMES (1997 lub 2007, reż. Michael Haneke). Na koniec zostawiłem kilka filmów o mylących tytułach. Zazwyczaj nie wybiera się filmów w ciemno, ale jak ktoś „życzliwy” podpowie… Film, w którym dwóch młodych osobników torturuje Bogu ducha winną rodzinę to nie jest najlepsza opcja na romantyczny wieczór, chyba, że jesteście skrzywieni. Stężenie przemocy ma tu swoje drugie dno, to w końcu jeden z moich ulubionych filmów, lecz ten wytrącający co chwila z równowagi klasyk zdecydowanie nie nadaje się do wspólnego oglądania.

DZIECIAKI (Kids, 1995, reż. Larry Clark). Ćpanie, chlanie i ruchanie. Tak w skrócie można podsumować to co wyprawia się w tym brudnym filmie, który w latach 90-tych wywołał niemały skandal. Owszem, współczesna młodzież bywa patologiczna, ale ten film, który jedzie po bandzie przez prawie cały czas trwania to zdecydowanie propozycja dla zaprawionych w boju, a nie oczekujących romantycznych uniesień. Jeśli ktoś Wam ten film polecał, to znaczy, że baaaaardzo źle Wam życzy.

HAPPINESS (1998, reż. Todd Solondz). No bo dlaczego nie obejrzeć filmu o szczęściu? Nic bardziej mylnego! Film Solondza to kilka historii krzyżujących się w różnych miejscach, w których bohaterowie są jak najdalsi od bycia szczęśliwymi. Mamy nauczycielkę, która wdaje się w romans z uczniem, mamy ojca, który nie potrafi pohamować swoich pedofilskich odruchów wobec kolegi swojego syna, mamy… mam wymieniać dalej? No właśnie. To film bardzo ciężkiego kalibru, choć bywa też zamierzenie zabawny. Ale zdecydowanie nie na pierwszą randkę!

Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s