TOP 20 STANLEYA: Najciekawsze horrory ostatnich 10 lat!

W dzisiejszym wpisie postanowiłem się z Wami podzielić najciekawszymi na moje oko horrorami, które miały premierę między 2008 a 2017 rokiem. Nie znajdziecie w tym zestawieniu rimejków, starałem się też unikać wstawiania kontynuacji poszczególnych serii, choć uczyniłem jeden wyjątek. Nie ma też filmów o przesadnym zabarwieniu komediowym, także Co robimy w ukryciu, choć genialne w swej prostocie musiałem po prostu pominąć. Nie znaczy to jednak, że nie ma filmów, które horrorowymi kliszami się nie bawią, zależało mi na jak największym urozmaiceniu poniższej dwudziestki. Skoro już wszystko jasne to zapraszam do czytania! 

POZWÓL MI WEJŚĆ (2008, reż. Tomas Alfredson). Scenariusz do tego filmu napisał autor powieści, o którą został on oparty, John Ajvide Lindqvist. W historię przyjaźni nieśmiałego chłopca imieniem Oskar i tajemniczej Eli wkrada się nutka melodramatyczności, lecz dzieło samo w sobie zdecydowanie dostarczyło mi horrorowych wrażeń. Późniejszy o dwa lata remake spokojnie możecie sobie odpuścić, bowiem brak mu tego naturalnego, skandynawskiego klimatu.

MARTYRS. SKAZANI NA STRACH (2008, reż. Pascal Laugier). Motywem przewodnim tego dzieła jest zdecydowanie ludzkie cierpienie. Bardzo naturalistyczny, drastyczny obraz Laugiera to historia dwóch kobiet, które w zupełnie inny sposób zetkną się z niewyobrażalnym cierpieniem. Nie polecam osobom o słabych nerwach i żołądkach, bowiem jest to obraz bardzo graficzny, niesamowicie przytłaczający, ale z drugiej strony jeśli pasjonujecie się filozofią to serdecznie polecam. A jako wisienka na torcie jest tu Xavier Dolan, zanim zaczął być jednym z najbardziej rozpoznawalnych reżyserów niezależnych młodego pokolenia.

ZOMBIE SS (2009, reż. Tommy Wirkola). Zombie SS, choć dość brutalne, to z przymrużeniem oka zrealizowane jest. Mamy więc grupkę osób, które świetnie się bawią na zimowych wakacjach, niestety natrafiają na przeklęty skarb nazistów, którzy jak się okazuje nie są wcale tacy nieumarli. Druga część, Red VS Dead, to rewelacyjna jazda po bandzie i jeden z moich ulubionych horrorów „nie na poważnie”, tam wszelakie granice absurdu są przekraczane jeszcze bardziej!

THE LOVED ONES (2009, reż. Sean Byrne). Australijska niezależna produkcja, która jest całkiem szalonym miksem gatunkowym. Nie brak tu czarnego jak smoła humoru, scen gore, dramatycznych momentów, ale też dystansu do świata przedstawionego. Kiedy główny bohater odrzuca zaproszenie na bal od swojej koleżanki, ta postanawia urządzić sobie własny i to bardzo makabryczny. Jak lubicie teen slashery, to łykajcie bez popity!

NAZNACZONY (2010, reż. James Wan). Po zaskakującym samych twórców sukcesie Piły, która szybko zamieniła się w niestrawny serial panowie Wan i Whannell postanowili pokłonić się takim klasykom jak Omen chociażby. Chłopiec po wypadku zapada w śpiączkę i trafia do świata umarłych. A od tego to już łatwo by umarli przedostali się do naszego świata, czyż nie? Oczywiście kontynuacje serii są coraz bardziej wątpliwej jakości, ale jedynka powoli urasta do rangi klasyka grozy.

SRPSKI FILM (2010, reż. Srdjan Spasojević). Wielu o tym filmie słyszało, ale ilu z nich odważyło się obejrzeć? Srpski Film uchodzi za jeden z najbardziej obrzydliwych, wulgarnych i jednocześnie psychodelicznych horrorów na świecie. Nie jest to produkcja, którą by licho zrealizowano, główny aktor grał chociażby u Kusturicy, a i soundtrack jest po prostu świetny. Rzecz w tym, że fabuła o powiada o kolesiu, który dał się wciągnąć w kręcenie awangardowego pornosa, w którym gwałt na noworodku i nekrofilia ma być częścią przedstawienia. Dla wielu jest to film „po którym nie ma już nic”.

TROPICIELE MOGIŁ (2011, reż. The Vicious Brothers). Film z gatunku found footage, w którym ekipa telewizyjna zapuszcza się do szpitala psychiatrycznego, który ponoć jest nawiedzony. Niby sprawdzona formuła, sztampowa fabuła, ale ten film zdecydowanie ma swoje momenty, które sprawiają, że śmiało można go postawić gdzieś w jednym szeregu z Blair Witch Project czy REC.

LUDZKA STONOGA 2 (2011, reż. Tom Six). Część pierwsza to przy dwójce kaszka z mleczkiem, trójka to już na poły czarna komedia, natomiast druga część dorównuje obrzydliwością pewnemu serbskiemu filmowi (he, he). Odpychający główny bohater, który się naoglądał części pierwszej postanawia sam stworzyć swoją stonogę z dwunastu osób. Wcale nie dziwię się tym jedynkom od moich filmwebowych znajomych, dla wielu dzieło Sixa to po prostu jedno wielkie nieporozumienie. Six natomiast nasze opinie ma w dupie i z tego co wiem dalej dłubie przy kolejnym obrazoburczym dziełku zatytułowanym The Onania Club.

SINISTER (2012, reż. Scott Derrickson). Obok Naznaczonego Obecności to dla mnie jeden z tych filmów, który czerpiąc z dorobku klasyki przemówił do widzów w dużej mierze także swoim językiem. Historia niby jakich wiele: rodzina, niepokojące zachowanie dziecka, taśmy, których nikt nigdy nie powinien odnaleźć. Ale coś w tym Sinisterze jest dobrego. W przeciwieństwie do dwójki, którą spokojnie możecie sobie darować.

DOM W GŁĘBI LASU (2012, reż. Drew Goddard). Odbiorcy tego filmu dzielą się zasadniczo na dwie grupy: „co to jest za pokręcone gówno, w ogóle niestraszne, co tu się dzieje?!” oraz na „ja pierdolę, ale horror worship, ileż tu tropów i nawiązań, a wręcz zapożyczeń z klasyki”. Yup, Goddard kradnie skąd popadnie, ten film początkowo łudząco przypomina „Martwe zło”, by pod koniec być radosnym pastiszem wszystkich najbardziej znanych tytułów w historii grozy. Z mojego punktu widzenia: nie znasz Domu? Przegrywasz!

OBECNOŚĆ (2013, reż. James Wan). Z tego co zapamiętałem to Obecność, ze wszystkich tu omawianych filmów ma zdecydowanie najwyższą notę na portalu z żółtym logo (bodajże 7,4/10). Część druga została także ciepło przyjęta, co w sumie mnie nie dziwi, choć troszku był to odgrzewany kotlet. To co się porobiło potem, te wszystkie Annabelle Zakonnice… Możecie sobie spokojnie odpuścić. Nie ma się co rozpisywać, bo tutaj zdecydowanie zagrało, że film został oparty na faktach i nie próbuje być za bardzo science-fiction niż by mógł. W prostocie jego siła.

OCULUS (2013, reż. Mike Flanagan). Z pewnością zetknęliście się już z tego typu produkcjami, w których zło czai się w lustrze. Oculus ma to do siebie, że bardzo dobrze ogrywa znane klisze i im dalej w fabułę tym większa paranoja i chaos zagląda do spokojnego niegdyś domu bohaterów. W dobie horrorów bez charakteru, na ten warto zerknąć, nie jest z tych „naj, naj, naj”, ale zdecydowanie daje radę.

BABADOOK (2014, reż. Jennifer Kent). Film ten można rozpatrywać na kilku płaszczyznach, zdecydowanie przychylam się do teorii, że to horror psychologiczny, który metaforycznie ujmuje co może się dziać w głowie osoby z depresją. Na moje oko to te obrazki z książki z Babadookiem już się wpisały w popkulturalny kanon. Nie każdy ten film potrafi przytulić, ale mi się baaaaardzo podobał. Rozmawiałem też z osobami z depresją, które także twierdziły, że Babadook to trafna metafora ich choroby.

COŚ ZA MNĄ CHODZI (2014, reż. David Robert Mitchell). Jeden z kilku filmów na liście, który zebrał bardzo mieszane recenzje. Dla mnie to rzecz co najmniej dobra, ze świetną ścieżką dźwiękową, duszną atmosferą i taką, że się tak wyrażę, „nieodwracalnością”. Unikajcie stosunków seksualnych z nieznajomymi, moi drodzy, bo może się to dla Was bardzo źle skończyć!

CZAROWNICA: BAJKA LUDOWA Z NOWEJ ANGLII (2015, reż. Robert Eggers). To jeden z moich ulubionych filmów na liście zrobionych stricte na poważnie. Opowiada o bogobojnej rodzinie, która mieszka sobie na odludnym terenie, a do ich domostwa zawita zło w nieoczekiwanej formie. Jak tutaj jest zbudowane napięcie, to wszelakie filmy o wiedźmach się kryją. Zachwycił mnie totalnie, dojrzały, przerażający kiedy trzeba i zdecydowanie aż pachnący udziałem Rogatego.

BONE TOMAHAWK (2015, reż. S. Craig Zahler). Nie jestem wielkim zwolennikiem westernów, zdecydowanie muszę zauważyć coś wyjątkowego w tym gatunku by się skusić. W Bone Tomahawk przemówił do mnie wątek kanibalistyczny i obsada nie w ciemię bita: Kurt Russell, Patrick Wilson, Richard Jenkins, David Arquette (Krzyk), Sid Haig (Dom 1000 trupów, Bękarty diabła) i oczywiście mój ulubiony Zagubiony Matthew Fox. Kilku panów wyrusza by odbić innych panów porwanych przez kanibali. Zdecydowanie bliżej do spaghetti westernu z elementami gore horroru, ale za to jakimi! Mniam!

AUTOPSJA JANE DOE (2016, reż. André Øvredal). Czyli horror nieco od dupy strony. Jest tu żonglerka znanymi z klasyków gatunku patentami, ale całość podana jest całkiem na świeżo, jak na film o autopsji. Kameralny film, który paroma zabiegami stylistycznymi był w stanie wybić się na tle konkurencji i zebrał przyzwoite recenzje. Jak się przymknie oko, że pewne motywy już się gdzieś tam kiedyś widziało, a całość rozgrywa się na mikroskalę, to idzie się nawet momentami zachwycić.

MIĘSO (2016, reż. Julia Ducournau). Ach, gdyby ten film obiecywał coś zupełnie innego niż kiedy był zapowiadany… Zapewne nie zebrałby takich cięgów, od widzów, którzy nastawili się na naprawdę srogą jazdę. Wątek kanibalistyczny oczywiście jest tutaj centralny, ale można to było inaczej poprowadzić. Ale przynajmniej główna bohaterka jest interesująca, a i dramatyzm całej sytuacji jest całkiem zaskakująco wyjaśniony. Nawet mi się podobało, choć spodziewałem się dociśnięcia gazu, szczególnie, że to film z bezkompromisowej, jeśli o horrory się rozchodzi, Francji.

UCIEKAJ! (2017, reż. Jordna Peele). Film, który otrzymał Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Ostra satyra wymierzona w rasistowskie zachowania Amerykanów, jest tutaj w fajny sposób opakowana w naprawdę niepokojący, korzystający z motywów staroszkolnych horrorów, klimat. A Daniel Kaluuya (Black Mirror) jest tutaj prześwietny i nie dziwi mnie nominacja do Oscara za najlepszą kreacje pierwszoplanową.

MOTHER! (2017, reż. Darren Aronofsky). Dla wielu jest to cholernie pretensjonalne dokonanie twórcy Requiem dla snu, inni zachwalają formę, Bardema i umęczoną Lawrence. Wygląda na to, że Darren po prostu chciał tym razem jak najbardziej spolaryzować publiczność, to jeden z tych filmów, które podobnie jak Kler ocenia się bardziej sumieniem i przekonaniami. A słowo „groteska” niech będzie kluczem, dla tych co jeszcze nie oglądali. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s