RECENZJA: CHILLING ADVENTURES OF SABRINA, CZYLI TRUDY DOJRZEWANIA

Chilling Adventures Of Sabrina to jeden z tych głośno zapowiadanych seriali od Netflixa, który, co tu dużo mówić, nie zamierza za bardzo korespondować z serialowym klasykiem dla młodzieży z lat 90-tych. Oparty jest na komiksie z serii Archie Comics, które, jak możecie się domyślić związane jest z uniwersum Riverdale. Czy serialowe przygody Sabriny jakkolwiek łączą się z losami bohaterów szalenie popularnej teen dramy, tego Wam nie powiem, za to mogę Was zapewnić, że liczący dziesięć odcinków sezon pierwszy zdecydowanie jest wart Waszej uwagi, nawet jeśli nie mieliście styczności z ani z Riverdale, ani z kultowym sitcomem. 

Sabrina Spellman jest pół-czarownicą, pół-śmiertelniczką, którą wychowują ciotki Hilda (Lucy Davis) i Zelda (Miranda Otto). W domu pogrzebowym czarownic mieszka też skazany na uziemienie kuzyn dziewczyny, lubujący się w balsamowaniu zwłok Ambrose (Chance Perdomo), oraz oczywiście tak zwany chowaniec, czyli kot Salem (który niestety nie mówi). Sabrina w dniu swoich 16-tych urodzin, w Halloween, ma zostać zaprzysiężona, przejść chrzest, po którym będzie musiała zmienić szkołę i pozostawić za sobą dotychczasowe życie. Czyli najogólniej mówiąc zerwać znajomości ze śmiertelnikami, w tym ze swoim chłopakiem, Harvey’em (Ross Lynch). Dziewczyna ma więc niewiele czasu by nacieszyć się „zwyczajnym życiem”, wydawać się może, że zupełnie nie ma wpływu na swój los i musi wypełnić to co jest jej przeznaczone. Oczywiście towarzyszą jej moralne rozterki, jest zakochana, działa na rzecz szkolnych prześladowań, cieszy się tymi samymi rozrywkami co przeciętni zjadacze chleba. W centrum fabuły jest więc ewolucja głównej bohaterki, na którą czyhają mroczne siły ciemności wprost z piekielnych czeluści, ale też zwyczajne trudy dojrzewania i brzemię rodzinnych tajemnic. Najoględniej rzecz ujmując momentami czuć tu klimat RiverdaleAmerican Horror Story: Coven oraz ten potterowski sznyt. A stylistycznie pachnie też nieco klimatem lat 80-tych, choć daleko tu do worshipingu rodem ze Stranger Things. Za to nie brakuje nawiązań do klasyki grozy, już w pierwszym epizodzie padają cytaty z Nocy żywych trupów Romero z 1968.

Dość ciężko wywnioskować do jakiego przedziału wiekowego jest przeznaczony ten serial, sam osobiście przychyliłbym się do 16+, bowiem nie brak tu delikatnych podtekstów erotycznych, krwawych scen i „satanicznej” otoczki. Serial zdecydowanie powinny docenić osoby w wieku głównej bohaterki i nieco starsze, natomiast wychowani na komediowej Sabrinie osobnicy tacy jak ja, którzy powoli dobijają do trzydziestki z rozrzewnieniem powinni wyłapywać pewne smaczki fabularne. Nawet jeśli nie polubicie Kiernan Shipki w roli tytułowej (mi pasuje, widywałem ją już w filmach grozy – Zło we mnie), to drugi plan powinien Wam mocno przypaść do gustu, szczególnie, że postacie Hildy i Zeldy ją jak woda i ogień, Ambrose jest całkiem sympatyczny, a Salem to wisienka na torcie. I niech Was nie zniechęca niespieszne tempo historii, tych 10 epizodów pochłoniecie zanim zdążycie zauważyć. Twórcy niezależnie od sukcesu, bądź jego braku już potwierdzili drugi sezon, tak więc szykujcie się, że szybko o tej produkcji nam zapomnieć Netflix nie da. Dla mnie to bardzo dobra produkcja, wpisująca się w trendy bezboleśnie, z własnym sznytem i specyficznym urokiem. Także idzie się oczarować i wciągnąć. Ode mnie 8/10, a już wkrótce tekst o Nawiedzonym domu na wzgórzu! Oczekujcie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s