RECENZJA: THE WALKING DEAD – SEZON 9, ODCINEK 5. POŻEGNANIE RICKA GRIMESA?

The Walking Dead wywaliło się na zbity pysk już jakiś czas temu, proponując nam dramatyczną telenowelę z zombiakami gdzieś w tle odkąd pojawił się Negan z ekipą. Prób rehabilitacji było kilka, złych decyzji jeszcze więcej. Odejście Chandlera Riggsa, czyli ekranowego Carla Grimesa zniechęciło wielu widzów do dalszego śledzenia losów pozostałych przy życiu bohaterów serii. W końcu i sam główny zainteresowany, czyli Andrew Lincoln, wcielający się w Ricka postanowił odejść, i to jeszcze przed pierwszą połową sezonu numer 9. Nie znam jeszcze najnowszych statystyk dotyczących oglądalności epizodu zatytułowanego What Comes After, nie czytałem też żadnych recenzji, ale z komentarzy internautów wynika, że brzydko mówiąc, zostaliśmy zrobieni w chuja. Dlaczego? O tym poniżej! 

Poczytajcie sobie wywiady z twórcami i Andrewem. Niby mówili niewiele, ale w ich wypowiedziach nie brakowało pewnej dozy egzaltacji i zadowolenia z ostatecznego (?) usunięcia Ricka Grimesa z serialu. Lincoln zapowiadał, że będzie epicko i że jest bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy. W sieci wrzało od teorii w jaki sposób dokona swojego żywota, a jeśli nie dokona to w jaki sposób zniknie. I tym zajmę się za chwilę, najpierw wypada mi bowiem prześwietlić to co wydarzyło się w całym scenariuszu tego kontrowersyjnego acz i rewelacyjnego odcinka.

Rick zranił się może i w bardzo banalny i mało spektakularny sposób, za to o swoje życie, czy też może o życie swojej rodziny walczył w imponujący sposób (choć nie oszukujmy się, w dużej mierze w niewiarygodny). Symboliczne wizje podczas utraty przytomności przez bohatera bardzo mi się podobały, bowiem ponownie mogliśmy zobaczyć kilka dawno niewidzianych w serialu twarzy i miejsc. Wróciliśmy więc tam gdzie to wszystko się zaczęło, do szpitalnego sali, wróciliśmy na miejsce, w którym Rick został postrzelony, oraz na farmę Hershela. Swoją obecnością w wizjach Ricka zaszczycił nas sam Punisher, czyli Shane, który jak był dupkiem kiedyś, tak dalej nim pozostał (śmieszkowanie z wychowywania Judith!). Dla mnie gość był reprezentacją demonów, z którymi Rick walczył przez długi czas, tym mącącym w głowie głosikiem, namawiającym do złego. Natomiast Hershel (serducho mi ścisnęło, bowiem niedawno odszedł z tego świata Scott Wilson go grający) przemawiał w sposób najbardziej ciepły, pocieszający, dodający siły do dalszej wędrówki. Ciekawym pomysłem było obsadzenie w roli głosu zza światów Sashy, która jak wiemy popełniła samobójstwo „w słusznym celu”. To że nie pojawił się Carl, ani Lori może być dla niektórych zastanawiające, ale nie oszukujmy się, pewne angaże aktorskie mogły być dla twórców nie do przeskoczenia. Cały ten symbolizm, jak dla mnie jak najbardziej na plus, taka sentymentalna podróż wraz z głównym bohaterem. Inna sprawa, że w rzeczywistości Rickowi udało się kilka razy wywinąć tuż przed dziabnięciem i ostatkiem sił doczłapać aż na most. Ostatnia wizja, ta dla zmyłki, została wykorzystana w trailerze i co tu dużo mówić, kogo miała oszukać tego oszukała. Nasi ulubieńcy po raz ostatni zobaczyli Ricka na moście, rannego i heroicznie poświęcającego się dla lepszej przyszłości swojej grupy. Po wysadzeniu mostu na chwilę uwierzyłem, że Rick bezpowrotnie zniknie ze świata TWD, lecz kilka minut później do akcji wkroczyła Jadis, która dogadała się z ludźmi od helikoptera. I tym samym Rick odleciał nim w siną dal, a akcja przeskoczyła o 6 lat…

STOP!

W tym miejscu zdecydowanie muszę pochylić się nad jeszcze jednym, bardzo istotnym wątkiem, a mianowicie tym co wydarzyło się między Maggie a Neganem. Jak wiadomo, pani Greene nosiła się z wykończeniem oprawcy jej męża dość długo, co nie umknęło samemu Neganowi, który przez chwilę dalej był tym samym zakapiorem odtwarzającym szczegóły z dnia, w którym zamordował Glenna. Maggie nie daje się jednak w prosty sposób podpuścić i choć wzbiera w niej odraza do Negana to ostatecznie postanawia mu nie ulżyć w cierpieniach i każe wracać do celi. Cohan i Morgan zdecydowanie zasłużyli na oklaski, ich konfrontacja wypadła bardzo wiarygodnie, naturalnie, emocjonalnie, zdecydowanie bardzo mocny moment odcinka, coś na co czekaliśmy od dawna. Nie kumam głosów, że Maggie powinna zatłuc Negana, dla którego śmierć byłaby czymś na kształt wybawienia. Oj nie, ten gość ma gnić w celi po kraniec swoich dni, choć oczywiście wiecznie tam siedzieć nie będzie, najwyżej przez najbliższych 6 lat…

6 lat później. 6 lat później, moi drodzy, jesteśmy świadkami sceny z udziałem grupy nowych osób, które z potrzasku ratuje Judith. I o ile sama ekipa nowych bohaterów wydaje się całkiem barwna i mająca swoje odpowiedniki w komiksie, to Judith jako nowy Carl jakoś mnie nie przekonuje. Nie przekonuje mnie sama dziewczynka, sama decyzja by Judith była bardziej w centrum uwagi jest jak najbardziej konsekwentna. Ciężar tego wózka spadnie teraz na Michonne i Daryla jak mniemam, do akcji wkroczy też Negan, natomiast udział Maggie stoi pod znakiem zapytania, bowiem Lauren Cohan miała opuścić serial mniej więcej w tym samym czasie co Lincoln. Co mówi nam trailer do odcinka zatytułowanego Who Are You Now? W sumie to niewiele, bo niewiele powinien. Carol ma długie włosy, zombiaki nadal się szwendają i zagrażają co jakiś czas społeczności, natomiast jeśli wierzyć nowym materiałom, to w tym epizodzie powinni pojawić się Szeptacze, czyli nowa, bardzo niebezpieczna grupa kamuflująca się między nieumarłymi w nierozpoznawalny sposób. Kto śledził doniesienia ten słyszał o postaciach takich jak Alfa i Beta, których pojawienie się z pewnością doprowadzi do przerzedzenia się pozostałych przy życiu. W tym wątku dość mocno pokładam swoje nadzieje, bowiem ten serial zdecydowanie potrzebuje więcej dynamiki, napięcia i „mięcha”, a mniej gadania.

Ostatnią kwestią jaką chciałbym poruszyć jest oczywiście dalszy los Ricka Grimesa, który znika z serialu, ale nie żegna się z postacią, z którą jest najbardziej kojarzony. Owo zrobienie widzów w chuja nastąpiło kiedy ogłoszono, że Rick będzie bohaterem TRZECH PEŁNOMETRAŻOWYCH filmów z uniwersum TWD. A jeśli wierzyć Gimple’owi to w pierwszym filmie dowiemy się gdzie przebywa Rick i dlaczego przez tak długi czas nie zszedł się ze swoją rodziną. Oczywiście niewykluczone, że do reunionu dojdzie, w którymś z filmów. Czujecie się z deczka oszukani? Otóż ja owszem. Zdaję sobie sprawę, że to mocne zagranie pod publiczkę, pod widzów, którzy odgrażali się, że jeśli Rick umrze to już nie będą oglądać serialu. No to mamy żywego Ricka, gdzieś zabunkrowanego z nikłą szansą na ponowne spotkanie z rodziną. I tak to się żyje w tym zombielandzie. Dzielcie się swoimi odczuciami wobec tego odcinka, jeśli będzie o czym, to za tydzień też zobaczycie wpis o kolejnym epizodzie, w końcu to „nowy początek” dla całej serii, czyż nie? Ode mnie tyle na dziś i do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s