ZRYTA KLASYKA #02: CO ROBIMY W UKRYCIU (2014, reż. Jemaine Clement, Taika Waititi)

Pierwsze wydanie Zrytej Klasyki przypadło Wam na tyle do gustu, że postanowiłem nie zwlekać z kolejnym tekstem cyklu. Ponownie postanowiłem zabrać Was na wycieczkę do Nowej Zelandii, gdzie panowie Clement i Waititi postawili sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu swoim przezabawnym filmie o życiu wampirów we współczesnym świecie. 

Panowie Clement i Waititi współpracują ze sobą od wielu, wielu lat. W 2006 roku miała premiera dość niecodzienna komedia romantyczna Orzeł kontra rekin. Clement był gwiazdą komediowego serialu Flight of the Conchords, natomiast Waititi był tegoż serialu jednym z reżyserów. Obecnie Clement gra bardzo znaczącą rolę w serialu Legion, a Waititi zabłysnął rewelacyjną reżyserią Thor: Ragnarok, którą udowodnił, że można stworzyć film o superbohaterach bez spiny i z wielkim ukłonem w stronę lat 80-tych, tym samym trafiając w gust fanów Strażników Galaktyki. Po drodze jednak panowie stworzyli film, który obecnie ja uznaję za Zryty Klasyk, a za lat kilka zapewne po prostu klasykiem powszechnie będzie. Pomysł był banalnie prosty: pokazać żywot wampirów w paradokumentalny sposób, jak najbardziej groteskowy, ale też nie uciekający od krwawych scen i kilku filozoficznych zagadnień.

Sama fabuła może i nie byłaby tak intrygująca gdyby nie bohaterowie: czterech indywidualistów w różnym wieku, z barwnym życiorysem i tendencją do pakowania się w kłopoty. Twórcy bawią się konwencją kina grozy, oraz samego paradokumentu skutecznie wmawiając widzom, że to co widzimy wydarzyło się naprawdę. To jest tak świetnie pokazany bromance, tak luźno łączący w sobie kilka gatunków bez silenia się na bycie „najzabawniejszym”. Viago, Vladislav, Deacon i Petyr mimo swoich krwiożerczych zamiarów nie dają się nie polubić, mają swoistą etykietę, snują opowieści o mitach i legendach na temat wampirów i przede wszystkim bardzo nieudolnie próbują dostosować się do współczesności. I zdecydowanie w tym całym niezrozumieniu dla ewolucji naszego świata tkwi siła scenariusza i całej koncepcji Co robimy w ukryciu. Doskonale pamiętam, że film ten z nielichym poślizgiem trafił do polskich kin, a opinie na jego temat rzeczywiście działały i śmiało mogę stwierdzić, że ten tytuł zyskał pokaźne grono fanów w naszym kraju, ale także na całym świecie. Już niedługo będzie nam bowiem dane zobaczyć serial z tego uniwersum i bardzo się cieszę, że Waititi nie porzucił tego projektu na rzecz kina stricte mainstreamowego.

Nie chcę zbyt wiele zdradzać tym, którzy z filmem jeszcze styczności nie mieli, ale zapewniam, że możecie się w nim zakochać i szybko uznać za jeden z ulubionych. Nie znalazłem jeszcze żadnego choćby odrobinę do niego podobnego filmu, natomiast same odniesienia do klasyki grozy w tym dziele dostarczą wiele radochy maniakom kina grozy z dawnych lat. Wykorzystanie wyświechtanej formy mockumentu i obudowanie jej w prostą, acz rozkładającą na łopatki fabułą zaowocowało powstaniem jednego z najlepszych filmów roku 2014. Polecam z ręką na serduchu i to nie przebitym osikowym kołkiem. Ode mnie 10/10 i do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s