AMOV NA MERRY CHRISTLESS: PERKELE I PIWO NA KARTKI…

Metal umarł – oznajmił mi jakiś czas temu dobry znajomy. Czy miał rację? Trudno jednoznacznie ocenić. Nie chodziło mu nawet o jakość produkowanych dźwięków. Metal rozwija się, ewoluuje, czasem wraca na stare, sprawdzone tory i nadal cieszy. Bawiąc się na koncercie Behemoth i spółki dostałem świetną okazję, aby zastanowić się nad tym, czy muzyka ekstremalna ma rację bytu w dobie social media. Zaprawdę powiadam wam – las telefonów na koncertach zaczyna naprawdę, solidnie wk***wiać! Zapraszam!

A może to autor przepotwarza się w starego pierdziela i zwyczajnie przesadza? Fakt – dawno temu kurwiki w oczach na widok ulubionych zespołów wygasły, a solidny mosh-pit okupiony jest wizytą u lekarza specjalisty. Wróćmy jednak do tematu wiodącego i pozwolcie, że zacznę od gwiazdy wieczoru. Panie i Panowie…

BEHEMOTH

Podejrzewam, że tych Panów nie muszę nikomu przedstawiać. Od chwili gdy opanowali scenę nie brali jeńców. Idealne zgranie, świetna scenografia, doskonałe show i masa ekscytującej energii. Już daaaawno nie miałem okazji bawić się na ich koncercie (ostatnio podczas promocji albumu Evangelion). Bardzo ucieszył mnie fakt, że trafiłem na okres promocji ILYAYD. Poważnie! Jest to mój ulubiony album tria (kwartetu?), zaraz po kultowym Apostasy. Tak – materiał odbiega stylistycznie od wczesniejszych dokonań grupy… i o to chodzi! Nowa energia, nowe środki wyrazu, a zarazem nadal cieszą znane i sprawdzone patenty, które są elementem charakterystycznym twórczości grupy. Punktem kulminacyjnym koncertu był Lucifer, który to wywołał prawdziwe ciary na moich plecach. Odniosłem wrażenie, że tylko moich… Niestety! Z drugiej strony barykady coś zawiodło i wypada na ten temat kilka słów napisać…

PUBLICZNOŚĆ

Coś się popsuło i nie było ich słychać… Nie chcę się pastwić i jednoznacznie oceniać tłumu, jednak wiało nudą. Perkele! Hail Satan! – dało się słyszeć z odmętów sali. Zaprawdę, zagranica dawała solidny przykład jak bawić się na koncercie metalowym! Co więc zawiodło? Podam jeden prosty przykład: Behemoth, środek koncertu, grają Conquer All – cios, nad ciosy! Zdejmuje bluzę, biegnę pod samą scenę i… widzę las, p***nych smartfonów. Zbaraniałem…. Zupełnie zbaraniałem. Nagle jakiś wyrostek wymruczał mi do ucha: proszę się tak nie kręcić… destabilizujesz mi obraz. K***a Mać! Tyle w temacie.

CO Z RESZTĄ KONCERTÓW?

Przyznaję, że z uwagi na nieplanowane okoliczności przyrody (nawet nie pytajcie – przeżyłem tak absurdalną przygodę, że napiszę o tym osobny artykuł) dotarłem dopiero chwilę przed Batushka. Na ich temat powiem tylko jedno – piękne show. Tak, jestem zdania, że twórczość grupy lepiej sprawdzi się w filharmonii lub na teatralnej scenie jak w warunkach klubowych. I pominę tutaj spór o to, czy jest to zespół „na niby” – każdy oceni to jak chce. System sprzedaży piwa na kartę również dawał w kość i znacząco wpływał na odbiór wydarzenia jako całości. Mimo tego, że targaja mną różne emocje jestem zadowolony z eventu, na którym najistotnieszym elementem była muzyka – a ta nie zawiodła! Perkele!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s