RECENZJA: BLACK MIRROR – BANDERSNATCH, CZYLI ZRÓB TO SAM.

Interaktywne opowieści nie są żadną nowością w naszym popkulturalnym świecie. Cieszą się dużą popularnością w grach komputerowych, pojawiały się też w postaci książek, zresztą jak widać po fabule Bandersnatch dziejącej się w latach 80-tych były już wtedy znane. Netflix zaskoczył nas w pełni interaktywnym odcinkiem Black Mirror jeszcze przed końcem roku najwidoczniej nie chcąc byśmy kończyli ten rok bez delikatnego prania mózgu. A najpiękniejsze jest to, że nie jestem Wam w stanie za dużo zdradzić, bowiem u każdego z Was cała historia będzie wyglądać nieco inaczej… 

Bohaterem jest młody, ambitny programista imieniem Stefan. Zostaje zatrudniony przez firmę zajmującą się tworzeniem gier komputerowych, której podoba się jego pomysł wyjściowy dotyczący Bandersnatch – gry, która umożliwia graczowi podjęcie jednej z dwóch decyzji, mającej rozmaite konsekwencje. I tutaj właściwie kończy się to co mogę Wam bezspojlerowo opisać. Już pierwszą decyzją jaką musiałem podjąć był wybór płatków śniadaniowych, a następnie kasety z muzyką. Potem, jak to w Black Mirror, było już tylko gorzej…

Tegoroczny odcinek Black Mirror traktuje przede wszystkim o manipulacji, ale też o zacieraniu się fikcji z rzeczywistością. Kolejne decyzje głównego bohatera coraz bardziej mieszają mu w głowie, a nasze wybory mogą wprowadzić nas w nie lada gówniany nastrój. Przyznam, że chciałem dla Stefana jak najlepiej, ale kilka razy mocno spartoliłem poszczególne wybory. A te okazują się czasem po prostu wyborem mniejszego zła, nawet jeśli wydaje nam się, że są to drobiazgi. Bardzo podoba mi się to o czym się w tym odcinku między wierszami mówi, jak bardzo pokazuje nam się nasze uczestnictwo w całej tej „zabawie”. Przed nami w sumie blisko 50 wyborów, które doprowadzają do zaskakujących finałów za każdym razem. Z tego co czytałem jest tu materiału na około 5 godzin zabawy.

Zanim jednak skupicie całą swoją uwagę na podejmowaniu decyzji wypada mi powiedzieć o atrakcyjności samego docinka od strony formalnej. Klimat lat 80-tych jest tu bardzo żywy, wiarygodny, możemy zobaczyć jak wyglądało projektowanie samych gier, posłuchać klasycznych ejtisowych hitów i dać wciągnąć w ten nieco wyciśnięty z ciepłych kolorów świat. Nie brak też fajnych easter eggów, choć w sumie to nie easter eggów, a walących w twarz nawiązań do odcinków Metalhead White Bear.

Podsumowując: lepszej „rozrywki” na ten weekend nie znajdziecie. Jeśli jest to „jedynie” zajawka przed kolejnym sezonem, to jestem spokojny o to, że będzie on przynajmniej bardzo dobry! Tyle ode mnie, 10/10, do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s