RECENZJA: SERIA NIEFORTUNNYCH ZDARZEŃ – SEZON 3, CZYLI NAJGORSZE NA KONIEC

Wszystko co dobre ma swój koniec. Wszystko co złe też ma swój koniec. Tak właściwie to w sumie wszystko ma koniec niezależnie od tego jakie jest. Historia sierot Baudelaire dość przewrotnie dobiega końca pierwszego dnia nowego roku. A koniec jej jest znacznie bardziej poruszający niż się spodziewałem… Choć czytałem wszystkie książki i to po kilka razy. 

Sezon trzeci dość wiernie,oddaje treści zawarte w częściach 10-13 (Zjezdne zbocze, Groźna grota, Przedostatnia pułapka oraz Koniec końców). I o ile sezon drugi był bardziej bombastyczny, pełen szalonych, niefortunnych zdarzeń, tak sezon trzeci bardziej skupia się na relacjach między bohaterami niż na zaskakiwaniu nas absurdalnymi rozwiązaniami na każdym kroku. Ten sezon nie rozwiązuje co prawda wszystkich fabularnych tajemnic związanych z uniwersum SNZ, za to niesie ze sobą chyba największy ładunek emocjonalny, podkreślając niemal na każdym kroku jak ważne jest posiadanie rodziny i przyjaciół. Snuta przez Lemony’ego Snicketa opowieść w swoich ostatnich aktach jest znacznie mroczniejsza i zdecydowanie bardziej… jakby to ująć… wiarygodna? Kiedy poszczególne elementy fabularnej układanki zaczynają się układać w bardziej sensowną całość to umowność pewnych zjawisk, zachować postaci, pojmowania pewnych wartości staje się bardziej usprawiedliwiona. Szczególnie podobało mi się przełożenie na serialowy język Końca końców, którego spodziewałem się… hmmmm… bardziej ugrzecznionej wersji?

Muszę przyznać, że ostatecznie SNZ jawi mi się jako serial jednak dla bardziej dojrzałego widza. Szczególnie to co dzieje się w Przedostatniej pułapce Końcu końców jest zbyt złożone moralnie by skumał to, dajmy na to dziesięciolatek. WZS wcale nie jest takim nieskazitelnym stowarzyszeniem i nawet tym najlepszym zdarza się popełnić bardzo nieprzyjemne w skutkach decyzje. Poza tym ogarnięcie kto kim dla kogo jest też nie należy do najprostszych zadań, a i są delikatne sugestie co do orientacji seksualnych niektórych postaci oraz komentarz na temat równości płci. To co jest w Serii najbardziej „niegrzeczne”, „dorosłe” jest przemycane między wierszami i zdecydowanie bawi lub zmusza do refleksji widza dorosłego. W Przedostatniej pułapce, podobnie jak w książce pada dużo cierpkich słów względem wymiaru sprawiedliwości, samego prawa, które bywa szkodliwe i niedorzeczne, a w Końcu końców pojawia się motyw skrywanej tyranii pod płaszczykiem „róbta co chceta”. A dzięki scenom, których w książkach nie mieliśmy okazji uświadczyć bardziej niejednoznaczną postacią staje się sam hrabia Olaf, któremu przecież nie powinno się współczuć.

Serial jest prawdziwym złotem na fanów książek, którym brakowało pewnych informacji, wyjaśnień, niedopowiedzeń. Na moje oko jest mniej dziecinny, jeszcze bardziej złożony i momentami bardziej przygnębiający niż powieść. I przede wszystkim dzięki łamaniu czwartej ściany jest blisko nas, widzów, którzy przecież kibicują sierotom i mając świadomość, że to się dobrze nie skończy dalej im kibicują i życzą szczęścia. Świetne zakończenie sagi mojego dzieciństwa, niezmiennie pozostaję przy ocenie 10/10. No i witam Was w Nowym Roku! Oby był dla Was bardziej fortunny niż dla Wioletki, Klausa i Słoneczka!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s