RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: GREEN BOOK, CZYLI VIGGO MORTENSEN NA DRODZE DO OSCARA?

Viggo Mortensen to aktor, którego Akademia nie chce docenić. Jego role we Wschodnich obietnicach czy Historii Przemocy to jedne z lepszych w jego karierze, a jakichkolwiek statuetek brak. W momencie, gdy dowiedziałem się, że zagra obok Mahershali Ali w Green Book to miałem nadzieję, że będzie to świetny występ, który choć trochę przybliży go to tej nagrody. I przybliża go niesamowicie! To kino drogi, które jest dobre, nieco Oscarbaitowe, ale również urocze, zabawne, wzruszające i przede wszystkim mistrzowsko zagrane!

Tytułowy Green Book to książeczka, w której to rozpisane są miejsca noclegowe, gdzie czarnoskórzy mogą czuć się bezpiecznie. Sic! Jak to brzmi rasistowsko! To jednak dopiero przedsmak tego, co nas czeka w tym filmie. Reżyser Peter Farrelly ( twórca komediowym hitów takich jak Głupi i głupszy lub Sposób na blondynkę) zabiera nas w podróż, gdzie wspomniany przedmiot spełnia bardzo ważną rolę. Dzierży go w dłoni Tony Lip (Viggo Mortensen), wychowany na Bronxie Włoch o skłonnościach rasistowskich, który jest również kierowcą znanego inteligentnego i dobrze wychowanego czarnoskórego muzyka Dr Don Shirleya (Mahershala Ali). Czy starcie takich dwóch osobowości to nie istna tykająca bomba bliska eksplozji? Otóż tak, w istocie tak jest, jednak z biegiem czasu nasi bohaterowie znajdują wyłącznik, który pozwoli im uchronić się przed wybuchem, a nawet znaleźć głęboką nić porozumienia.  Tony nie jest tylko kierowcą, pełni również funkcje ochroniarza jak i osoby odpowiedzialnej za koordynowanie sprzętu przed koncertami. Musi dopilnować, aby wszystko było na swoim miejscu. A Włoch do spokojnych osób nie należy i czasami pięści idą w ruch, a niewyparzona gęba doprowadza do rozwiązywania wielu problemów. Co często nie podoba się to wrażliwemu i eleganckiemu muzykowi, który jest oburzony prostackiemu zachowaniu towarzysza podróży. Jeśli obejrzeliście w swoim życiu parę filmów, w których dwa skrajne charaktery się ze sobą zderzają, to nie zaskoczę was, że w tym temacie Green Book nie odchodzi za bardzo od schematu. Obaj mężczyźni podczas swojej długiej wycieczki zaprzyjaźniają się, uczą się od siebie nawzajem i zaglądają w głąb swojej duszy. Prosty człowiek może nauczyć się pisać wiersze i odłożyć na bok swoje uprzedzenia, a samotny frustrat zapragnąć zwykłych skrzydełek z KFC i w końcu szczerze się uśmiechać. Całość jest przedstawiona nieśpiesznie, co dodaje autentyczności, że nasi bohaterowie musieli przeprowadzić dużo rozmów, aby się polubić. Tak, to opowieść o przyjaźni, przełamywaniu barier, ale również o niesprawiedliwości i nienawiści, spowodowanej jedynie kolorem skóry.

Nie mam złudzeń, że to film, którego ważnym wątkiem jest nietolerancja. Umiejscowienie akcji w latach 60 daje pole do popisu, aby przedstawić różne aspekty rasizmu. I faktycznie, film punktuje jego elementy. Nienawiść policji do czarnych – jest! Brak wstępu „kolorowych” do restauracji pełnych białoskórych ludzi – odhaczone. Hejtowanie homoseksualistów – zaliczone! Bójki w barach – również są! Jednak sposób w jaki wszystkie te sytuacje są ukazane czynią ten film wyjątkowym. To przeplatanka dramatu i komedii, gdzie akcentów humorystycznych jest doprawdy zaskakująco dużo. Przede wszystkim relacja Viggo i All’iego wprowadza dużo przekomicznych sytuacji. Ogromna zasługa oczywiście aktorów, którzy są niesamowicie autentyczni, szczególnie otyły Mortensen, który świetnie przygotował się do roli, a jego włoski akcent brzmi bez zarzutu.

Green Book nie wywróci waszego życia do góry nogami. To prosta historia jakich wiele. Kino drogi, dwa skrajne charaktery, które podczas wędrówki znajdują nić porozumienia i animozje rasistowskie. Przecież wszystko już to gdzieś było! Jednak reżyser nadaje świetny rytm historii, postaci są świetnie poprowadzone, a film miesza sprawnie gatunki. Przyjdzie nam się pośmiać, wzruszyć, przejąć się niedolą czarnoskórego muzyka, by nawet przy finale poczuć się dobrze, gdy reżyser dowala kinem świątecznym. I z całego serca kibicuje Mortensenowi, aby w końcu odebrał statuetkę Oscara, bo w pełni na to zasługuje.

Ponton, 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s