TOP 30 BANIORYLCÓW: NAJLEPSZE FILMY ZAGRANICZNE W ROKU 2018!

Rok 2018 był wyjątkowo bogaty w bardzo dobre produkcje. Analizując poszczególne trendy, doszliśmy w naszej skromnej redakcji do wniosków, że był to rok pełen filmów kłaniających się w pas czasom, które już nie wrócą. Był to też rok, w którym widzowie rekordowo walili do kin na najgłośniejsze tytuły, które łamały kolejne rekordy w box office’ach. Nie zabrakło wymykających się sztywnym ramom gatunku horrorów, kilku naprawdę rewelacyjnych animacji, Marvel dostarczył co miał dostarczyć, a DC pokazało, że jak chce to potrafi. Zobaczyliśmy kilka mocnych, kontrowersyjnych dramatów, a i w polskim kinie działo się dużo i ciekawie o czym napiszemy Wam w osobnej topce. Pamiętajcie, że nasz wybór jest mocno subiektywny, a i między sobą się sporo nie zgadzaliśmy. W zestawieniu znajdują się przede wszystkim filmy, które miały polską dystrybucję w kinach, plus kilka perełek, które niestety się takowej nie doczekały. Oznacza to, że kilka filmów na liście jest jeszcze z roku 2017, ale z wiadomych przyczyn trafiają do zestawienia tegorocznego! Endżoj i nie smutajcie, że czegoś nie ma, nie jesteśmy nieomylni! 

30.WIECZÓR GIER (reż. John Francis Daley, Jonathan Goldstein, polska premiera 9 marca). Dobrych, oryginalnych komedii to teraz ze świecą szukać. Reżyser całkiem niezłych Szefowie, Wrogowie realizuje film jeszcze bardziej zabawniejszy. Przede wszystkim to nie typowa komedia jakich wiele, w tym wypadku spotykamy się z dużą oryginalnością, którą twórcy przeplatają z imprezowymi trendami, panującymi na świecie. Zwroty akcji, wpadki bohaterów, dobra gra aktorska i świetna robota operatorów. Tak dobrze nakręconej i zabawnej komedii nie było od lat! (Ponton)

29.MISSION: IMPOSSIBLE – FALLOUT (reż. Christopher McQuarrie, polska premiera 10 sierpnia). Możecie mnie zlinczować, ale Mission Impossible to najlepsza seria sensacyjna jaka powstała. Żadne Bondy, żadne Bourne’y, tylko Ethan Hunt i jego miejsce niemożliwe. Co prawda, druga część serii to straszny potworek, którego powinno się zamknąć w piwnicy i nie wypuszczać, to reszta prezentuje kawał dobrego kina akcji. A Fallout udowadnia, że nasi bohaterowie jeszcze mają dużo do powiedzenia i wcale im nie śpieszno na emeryturę. Tom Cruise to już w ogóle nigdzie się nie wybiera, sam wykonuje kaskaderską robotę, i nieważne czy trzeba skoczyć miedzy budynkami czy wykonać skok halo z helikoptera. Świetnie zrealizowane kino: dla fanów serii, ale nie tylko, bo widzowie nie znający marki nie poczują się zagubieni. Jeśli chcecie przeżyć 2,5 h adrenaliny, świetnych walk (Tom Cruise vs Henry Cavill i starcie w łazience to mistrzostwo świata), efektownie wykonanych pościgów to ruszajcie w te pędy do sklepów po dvd. (Ponton)

28.CICHE MIEJSCE (reż. John Krasinski, polska premiera 13 kwietnia). Fanem horrorów to ja nie jestem, jednak już po zwiastunach widziałem, że Ciche miejsce może okazać się filmem może nie tyle co rewolucyjnym, ale dosyć oryginalnym. I faktycznie tak się stało. John Krasinski wiele lat opuścił mury Office i szczerze nie spodziewałem się jego w tak dojrzałej roli. A już w ogóle nie podejrzewałem go o tak dobry debiut reżyserski. Horrowy dramat rodzinny, gdzie najmniejszy szmer może sprowadzić śmiertelne zagrożenie ogląda się doprawdy świetnie. Bicie mojego serca synchronizowało się z biciem serc naszych bohaterów, a świetny dźwięk potęgował to uczucie. Jest parę potknięć i elementów przewidywalnych, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Świetne, klimatyczne kino ze fajnym pomysłem i perfekcyjnym udźwiękowieniem. (Ponton)

27.DEADPOOL 2 (reż. David Leitch, polska premiera 18 maja). W drugiej części przygód Wade’a Wilsona uwypuklono wątek rodzinny, po raz kolejny obśmiano formułę filmów superbohaterskich i oczywiście zasypano nas żartami lotów niskich, średnich i wysokich. I nawet delikatne poczucie oglądania „powtórki z rozrywki” nie pozwoliło mi uznać Deadpoola 2 za film bardzo dobry. Bo bardzo dobry to on nie był. Rewelacyjny był, ba, w swojej dziwacznej kategorii to w sumie arcydzieło. Nic nie poradzę, że do mnie trafia taki niewybredny humor i w sumie prosta fabuła. (Stanley)

26.MANDY (reż. Panos Cosmatos, brak polskiej premiery). Ten film wręcz skrojony pod Nicolasa Cage’a, który w ostatnich latach chyba przyjął sobie za punkt honoru by grać w jak najbardziej przeszarżowany sposób. Brawa dla twórców filmu, którzy wykorzystali jego „nadekspresyjność”, jako wściekły mściciel jest po prostu idealny. Historia jest prosta jak konstrukcja cepa: satanistyczna sekta porywa hipnotyzującą z wyglądu Mandy, ukochaną Reda, morduje ją, a jego zostawia na „pewną” śmierć. Zemsta jest krwawa i na swój sposób  wyrafinowana, jest to zdecydowanie produkcja dla lubujących się w ekranowej przemocy. Co więc wyróżnia Mandy z grona filmów mu podobnych? Psychodeliczne kolory, złowroga aura dająca o sobie znać nawet w najspokojniejszych scenach, oraz… monotonia. Ten film to snuj, który równie dobrze może zmęczyć co zachwycić. Mnie zachwycił na tyle by trafić do trzeciej dziesiątki najlepszych filmów roku. (Stanley)

25.UPGRADE (reż. Leigh Whannell, brak polskiej premiery). Whannell był współscenarzystą pierwszej Piły, która z perspektywy czasu dalej jawi mi się jako świeże spojrzenie na konstrukcję klasycznego krwawego thrillera. Tym razem Leigh postanowił opowiedzieć nam o mężczyźnie, który pada ofiarą brutalnego ataku, jego żona zostaje zamordowana, a on sam zostaje sparaliżowany. Poddaje się nowoczesnemu zabiegowi połączenia ze sztuczną inteligencją, dzięki czemu zyskuje nadludzką koordynację ruchową. Rusza więc z odwetem, nie mając pojęcia, że stał się częścią znacznie większej układanki… To film z bardzo przewrotnym, wręcz blackmirrorowskim zakończeniem, nie uciekający od czarnego humoru, ze świetnie zaaranżowanymi scenami walki. Zdecydowanie zasługujący na większą rozpoznawalność w naszym kraju niż było mu to dane. Polecam po stokroć! (Stanley)

24.BALLADA O BUSTERZE SCRUGGSIE (reż. Ethan Coen, Joel Coen, polska premiera 31 sierpnia). Co tu się odwaliło? Bracia Cohen robią film dla Netflixa, który jest doprawdy cudowny. Wiadomo, twórcy to klasa sama w sobie, ale naprawdę dobrych filmowych produkcji Netflixa to ze świecą szukać. Jednak ostatnio platforma zasługuje, wpierw Roma, a teraz to westernowe cudo. Sześć różnych historii, w których każda ma co innego do przekazania. Jest humorystycznie, dramatycznie, kameralnie jak i widowiskowo. Każdy znajdzie coś dla siebie. Przepięknie nakręcony, świetnie zagrany, dla fanów gatunku, braci Cohen i fanów Red Dead Redeption pozycja obowiązkowa! (Ponton)

23.WYSPA PSÓW (reż. Wes Anderson, polska premiera 20 kwietnia). Zaznaczę to na samym początku: to nie jest animacja przeznaczona dla najmłodszego widza. Ma pewien konkretny kontekst i mimo uroczego designu piesków bliżej jej do Wodnikowego wzgórza niż ciepłych i przyjemnych filmów Pixara. Chłopiec poszukujący zaginionego psiaka jest tu jedynie punktem wyjścia do opowiedzenia historii, która kłania się dokonaniom chociażby Kurosawy. U Wesa Andersona nie mogło być inaczej, za sztafażem kolorowej, dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach animacji kryje się gorzki komentarz na temat otaczającego nas świata. (Stanley)

22.TAJEMNICE SILVER LAKE (reż. David Robert Mitchell, polska premiera 21 września). Twórca Coś za mną chodzi to bardzo intrygujący indywidualista, który coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w gronie reżyserów niezależnych. To film dla zakochanych w popkulturowych tropach, odniesieniach, easter eggach, bardzo świadomy w swej formie i wybitnie pokręcony w treści. Obibok Sam (Andrew Garfield) jest maniakiem popkultury, który postanawia na własną rękę zbadać sprawę zaginięcia pewnej dziewczyny. To film, który najbardziej docenią outsiderzy, gracze, komiksiarze i pożeracze filmów i seriali. My doceniamy i polecamy! (Stanley)

21.KRAINA WIELKIEGO NIEBA (reż. Paul Dano, polska premiera 7 grudnia). Debiut reżyserski wielce utalentowanego aktora, jakim jest Pual Dano. Powolny rozpad rodziny z perspektywy dziecka, oraz wnikliwa analiza zachowań dorosłych, którzy chcieliby ponownie poczuć się młodzi. Film na swoich barkach niesie przede wszystkim Carey Mulligan, ale o partnerującym jej Jake’u Gyllenhaalu też prędko nie zapomnicie. Jeśli kolejne filmy Dano będą tak samo dobre, to za kilka lat będzie on wymieniany w gronie najlepszych aktorów-reżyserów. (Stanley)

20.WDOWY (reż. Steve McQueen, polska premiera 16 listopada). Steve Mqueen, po Głodzie, Wstydzie i Zniewolonym atakuje nas swoja kolejna świetną produkcją. Każdy świadomy stylu reżysera wiedział, że Wdowy nie będą typowym heist-movie. Owszem, napad na bank jest, zresztą perfekcyjnie zrealizowany, ale elementów dla takiego kina jest niewiele. To dramat kryminalny zrobiony niespiesznie, tutaj każdy detal ma znaczenie, każde ujęcie czemuś służy, każdy gest i spojrzenie jest niezmiernie ważne. To aktorska perełka, nasze tytułowe wdowy to bohaterki z krwi i kości, ich przygotowania oraz sam napad wypadają wiarygodnie. Szkoda, że produkcja ta tak mało zarobiła, bo przez to Steve może zapomnieć o nominacjach do Oscara. A szkoda… (Ponton)

19.WINNI (reż. Gustav Möller, polska premiera 9 listopada). Sztuką jest utrzymać zainteresowanie widza przez cały seans, kiedy mamy do czynienia z kameralnym projektem i grą jednego aktora. Sztukę tę osiągnął Duńczyk Gustav Moller, który stworzył dramat trzymający w napięciu przez całe 90 minut lepiej niż nie jeden rasowy thriller. Duża w tym zasługa Jakoba Cedergrena, odtwórcy głównej roli, który wsiąkł w role i przekonał mnie w stu procentach co do swoich poczynań. Kibicujemy mu, wstrzymujemy oddech i łączymy w głowie elementy układanki. Historia opowiedziana z perspektywy dyspozytora pobudza naszą wyobraźnię, słyszymy jedynie głosy w słuchawce. Liczę na nominacje do Oscara na film nieanglojęzyczny, bo to naprawdę świetna rzecz. (Ponton)

18.ŹLE SIĘ DZIEJE W EL ROYALE (reż. Drew Goddard, polska premiera 12 października). Jeden z bardziej niedocenionych i słabo zarabiających filmów 2018 roku. Owszem, w El Royale źle się dzieje, ale na szczęście tylko dla bohaterów, bo dla widza jest bardzo dobrze. To film niesamowicie przewrotny, świetnie nakręcony, ze znakomitym aktorstwem. A w obsadzie Jeff Bridges, John Hamm, Dakota Johnson (tak, Grey to był wypadek przy pracy, tutaj jest naprawdę świetna) i Chris Hemstworth, który lubi chodzić bez koszulki świetnie bawiąc się rolą. To połączenie Baby Driver oraz Nienawistnej Ósemki Quentina Tarantino. Drew Goddard (reżyser Domu w głębi lasu) bawi się formą, nie śpieszy się z opowiadaniem historii, retrospekcje zgrabnie przeplatają się z pierwszą linią czasową, a praktyczne użycie muzyki diegetycznej w niektórych scenach to świetna wirtuozeria. Cieszy oczy, pobudza zmysły, po prostu świetne, klimatyczne, neonowe kino. (Ponton)

17.LADY BIRD (reż. Greta Gerwig, polska premiera 2 marca). Nagrodzony dwoma Złotymi Globami debiut reżyserski Grety Gerwig. Reżyserka i zarazem scenarzystka wnika w umysł młodej, zbuntowanej dziewczyny, indywidualistki, która nie potrafi nie tylko dogadać się z matką, ale tak właściwie to z całym światem. Saoirse Ronan po raz kolejny udowadnia swój wrodzony talent wywołując w widzu całą gamę często sprzecznych emocji. Kino o outsiderce nie tylko dla outsiderów. (Stanley)

16.JESTEM NAJLEPSZA. JA, TONYA (reż. Craig Gillespie, polska premiera 2 marca). Margot Robbie w repertuarze dramatycznym wypada równie przekonująco co w filmach akcji, czy produkcjach, w których ma być po prostu chodzącym seksapilem. Historia łyżwiarki figurowej Tonyi Harding jest naznaczona potem, krwią i łzami, a film powinien spodobać się fanom nie tylko dramatów, ale też soczystych thrillerów i czarnych komedii. A Allison Janney zgarnęła za swoją szaloną kreację zasłużonego Oscara.

15.DZIEDZICTWO. HEREDITARY (reż. Ari Aster, polska premiera 22 czerwca). Nawet na dzień dzisiejszy trudno mi zawyrokować czy ten film to dramat z elementami horroru, czy najbardziej dramatyczny horror ostatnich lat. Bo sednem samym w sobie jest tu przeżywanie żałoby, radzenie sobie z nią na swój własny sposób. Wszystkie te eskalujące z minuty na minutę nieszczęścia mają swoje korzenie głęboko w przeszłości i aby w pełni pojąć dlaczego film kończy się tak a nie inaczej należy zdecydowanie przyjąć szerszą perspektywę. Bo to co niewidoczne na pierwszy rzut oka ma niebagatelny wpływ na dalszą konstrukcję filmu. Jedno z największych zaskoczeń zeszłego roku, które cholernie podzieliło widzów. (Stanley)

14.CZARNE BRACTWO. BLACKKKLANSMAN (reż. Spike Lee, polska premiera 14 września). Spike Lee po latach wraca do kręcenia dobrych filmów. Czarnym bractwem udowadnia, że jeszcze nie zniknął ze sceny i nie powiedział ostatniego słowa. Czy film, który w rozrywkowy sposób porusza problem rasizmu to jeden z bardziej ryzykownych pomysłów? Otóż, tak! Jednak w tym przypadku wyszło perfekcyjnie. Reżyser wie jak w luźny sposób ukazać poważny problem. Jest zabawnie, kryminalnie, ale i poruszająco. Adam Driver jest jak zwykle dobry, jednak tym razem został w tyle wyprzedzony przez znakomitego Johna Davida Washingtona. Widać, że odziedziczył talent po ojcu i na pewno jeszcze nie raz o nim usłyszymy. Kino warte uwagi, wyróżniające się w tym gatunku swoją lekkością przez większość seansu, ale również pozostawia na koniec komentarz społeczny. Dawno nie uświadczyłem w kinie, aby ktoś tak zmiażdżył mój optymizm w 5 sekund. (Ponton)

13.BOHEMIAN RHAPSODY (reż. Bryan Singer, polska premiera 2 listopada). Film obecnie znajduje się na 30 (!) miejscu na liście Filmwebu ze średnią 8,3. Dziwne? Otóż nie dla mnie. Mimo, że historia Queen jako zespołu jest tu potraktowana bardzo wyrywkowo, a niektóre fakty są poprzeinaczane to ostatecznie całość broni się przede wszystkim pod względem wizualnym, montażem muzyki z obrazem i rewelacyjnym castingiem. Dla mnie Malek jest Mercurym, a pozostali aktorzy też do złudzenia przypominają Maya, Taylora i Deacona. Filmu zdecydowanie lepiej się słucha niż ogląda. Z tego co wiem, to w rankingu najgorszych filmów zeszłego roku znalazłby się u redaktora Pontona i to pewnie dość wysoko. Krytycy narzekają, widzowie w kinach dopisują, a fani Queen, co nieco zaskakujące, przymykają oczy na nieścisłości. Ja przymykam, choć doskonale wiem co w filmie nie gra. (Stanley)

12.NIĆ WIDMO (reż. Paul Thomas Anderson, polska premiera 23 lutego). Historia bardzo toksycznej relacji wybitnego krawca Reynoldsa Woodcocka i kobiety imieniem Alma. Anderson zadbał o to, by jego kolejny wielki autorski projekt wybrzmiał jak należy. Za kostiumy wpadł Oscar, a Daniel Day-Lewis nim odszedł na zasłużoną aktorską emeryturę powalił jak zawsze wyborną kreacją. Nić widmo to zdecydowanie kino artystyczne, zakorzenione w pieczołowicie aranżowanych filmach kostiumowych. Uczta dla zmysłów. (Stanley)

11.NARODZINY GWIAZDY (reż. Bradley Cooper, polska premiera 30 listopada). Bradley Cooper to człowiek-orkiestra. Gra jedną z głównych ról, reżyseruje, gra na gitarze, śpiewa i pisze scenariusz. I to w jednym filmie! Zostałem poztywnie zaskoczony, bo spodziewałem się po Narodzinach gwiazdy typowego melodramatu, w którym cicha myszka pnie się po szczeblach kariery aż na sam szczyt. Oczywiście od strony strukturalnej trochę tak jest, ale między wierszami można dostrzec elementy, czyniące ten film wyjątkowym. To produkcja, w której egoizm przeplata się z namiętnością, a również o tym jaką straszną chorobą jest alkoholizm, tym bardziej, kiedy nikt nie robi nic, aby pomóc w problemie. Świetna reżyseria, debiutancka robota Coopera, a Lady Gaga pokazała się zupełnie od innej strony. Odrzuca futra z mięsa i staje się naturalną dziewczyną ze złotym głosem. A soundtrack na Spotify leci u mnie w słuchawkach w kółko. Oscary się posypią! (Ponton)

10.KSZTAŁT WODY (reż. Guillermo del Toro, polska premiera 16 lutego). Dlaczego wielu widzom się ten film nie spodobał? Ano może dlatego, że formalnie jest wręcz banalny, do bólu romantyczny, niesiony przez świetną muzykę i klimat lat 60-tych. To taki ckliwy Potwór z bagien, w którym na równych prawach dzieją się sceny rodem z musicalu co z oldschoolowego, universalowego horroru. Natomiast sama relacja kobiety ze stworem jest w równym stopniu topiąca serducho co wprawiająca w seksualną konsternację.

9.ROMA (reż. Alfonso Cuarón, polska premiera 14 grudnia). W tym filmie właściwie bardzo niewiele się dzieje, ale mimo to czuć, że to dzieło życia reżysera. Tylko pozornie Cleo jest w dziele główną bohaterką. Bohaterem wydaje się cały kraj tamtych czasów, w którym kobiety były traktowane koszmarnie, w którym kasty były widoczne na pierwszy rzut oka, ale dramaty, małe i duże dotykały zarówno biednych jak i bogatych. Czerń i biel dodaje dziełu artyzmu, lecz film sam w sobie nie sili się na bycie pseudointelektualną wydmuszką, jest raczej kronikarsko opracowanym dramatem obyczajowym, zapisem pewnych czasów i zarówno ludzkich jak i nieludzkich odruchów. Dzieło nie dla niedzielnego widza lubiącego kino rozrywkowe, które zapewne zgarnie Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. (Stanley)

8.PIERWSZY CZŁOWIEK (reż. Damien Chazelle, polska premiera 19 października). Twórca Whiplash La La Land obronną ręką wyszedł z opowiedzenia biograficznej historii Neila Armstronga. Gosling portretuje go jako osobę mocno skupioną na ostatecznym celu, wycofującą się z życia rodzinnego na rzecz udoskonalania kolejnych prób lotu. Jednocześnie pokazuje go jako osobę, która w swoim locie poszukuje sensu życia, która życiem zawodowym stara się załatać dziurę ziejącą z serca po utracie córki. To zaskakująco wyciszony film, który owszem, robi wizualne wrażenie finałową sceną lądowania na księżycu, ale nie gloryfikuje zarówno jego bohatera jak i samego wydarzenia. Nie ma tu fanfarów, patosu, wmawiania widzowi, że obcujemy z absolutem. Jest za to człowiek, pierwszy człowiek na księżycu i opowieść o najważniejszym fragmencie jego życia. (Stanley)

7.TAMTE DNI, TAMTE NOCE (reż. Luca Guadagnino, polska premiera 26 stycznia). Luca Guadagnino stworzył film wyjątkowy. Włoski klimat, nagrany kamerami 35 mm sprawia, że odnosimy wrażenie jakbyśmy tam byli. Pijemy kawę razem z bohaterami, słyszymy jak muchy brzęczą nad uchem i czujemy zapach brzoskwiń. To przede wszystkim piękna historia dwójki mężczyzn, których połączył letni romans. Miłość, która została ukazana w sposób niewulgarny, wrażliwy, pełen uczuć i zrozumienia. Brawurowe role Armie Hammera oraz Timothee’ego Chalameta przyczyniły się do nominacji do Złotych Globów i były to wyróżnienia w pełni zasłużone. Tamte dni, tamte noce rozgrzały moje zlodowaciałe, pontonowe serce, a ostatnia scena pozostanie w mojej pamięci na zawsze. (Ponton)

6.SPIDER-MAN: UNIWERSUM (reż. Bob Persichetti, Peter Ramsey, Rodney Rothman, polska premiera 25 grudnia). Co sprawia, że ten film w naszym rankingu jest tak niesamowicie wysoko? Poza animacją mogącą doprowadzić do ślinotoku i oczopląsów (nie polecam osobom z padaczką) jest to produkcja superbohaterska z naprawdę dobrze na nowo opowiedzianą znaną przecież już wszystkim historią. Miles Morales jako uczeń Petera Parkera, alternatywni Spider-Manowie, wątek rodzinny i wielka odpowiedzialność – wszystko tutaj jest podane z wyczuciem, wrażliwością i niesamowitą dynamiką. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów animowanych ostatnich lat! (Stanley)

5.PŁOMIENIE (reż. Chang-dong Lee, polska premiera 28 grudnia). W tym filmie dzieje się właściwie niewiele. A przynajmniej nie na ekranie bowiem w tym trwającym dwie i pół godziny filmie większość mrożących krew w żyłach wydarzeń być może działa się poza ekranem. Być może. Bowiem jest to jeden z najbardziej nieoczywistych, mylących tropy thrillerów od dawien dawna. To co aktorsko odwala tutaj Steven Yeun (ex-The Walking Dead) zasługuje na deszcz nagród. Młody mężczyzna na nowo poznaje dziewczynę z czasów dzieciństwa. Dochodzi między nimi do zbliżenia, niedługo potem ona wyjeżdża, by po tygodniu wrócić w towarzystwie bogatego przyjaciela. Tak zaczyna się film, który można interpretować na wiele sposobów. Który niby jest thrillerem a wcale nie musi nim być…

4.DISASTER ARTIST (reż. James Franco, polska premiera w Polsce 9 lutego). James Franco zagłębił się w postrzeganie świata przez Tommy’ego Wiseau zdecydowanie zbyt mocno 😀 Zaowocowało to jednym z najzabawniejszych filmów biograficznych o twórcy jednego z najgorszych filmów świata – The Room. By lepiej zrozumieć zajebistość Disaster Artist zdecydowanie polecam obejrzeć też dzieło Wiseau. No i nie będę ukrywać, że ten film jest tak wysoko dlatego, że uwielbiam zarówno Franco jak i Tommy’ego (w swej nieświadomej chujowości Wiseau jest niedoścignionym wzorem!) (Stanley)

3.AVENGERS: WOJNA BEZ GRANIC (reż.  Anthony Russo, Joe Russo, polska premiera 26 kwietnia). Mają rozmach bracia Russo. Stworzyli film tak dobry, że nawet osoby nieprzekonane do adaptacji komiksów mówiły mi potem jak zręcznie jest to poskładany film. Gdzie każdy bohater ma swoje przysłowiowe „pięć minut”, gdzie nie ma czasowych zapychaczy, a sceny walki są równie dobre co te humorystyczne i dramatyczne. To jest po prostu najlepszy kawał kina rozrywkowego ostatnich lat, który można oglądać na okrągło. No i nie czuć się się siedziało przed ekranem dwie i pół godziny! (Stanley)

2.CLIMAX (reż. Gaspar Noé, polska premiera 19 października). Nie da się tutaj uniknąć porównania do Nieodwracalnego, tyle, że tym razem historia jest opowiedziana od początku do końca, a nie na odwrót. Poziom eskalacji szaleństwa jest jednak zbliżony, choć tym razem reżyser nie epatuje aż tak przemocą i nagością. Za to hipnotyzuje tańcem, rozmowami wyjętymi z kontekstu, długaśnymi ujęciami, i tym całym syfem narastającym z minuty na minutę. Ten film pulsuje przez cały czas, ma narastający rytm i eksplodujący nam w twarz finał. Choć jakby się tak dobrze zastanowić to jego outro funkcjonuje jako intro… Zakrapiana alkoholem i narkotykami taneczna impreza w zamkniętym pomieszczeniu. Pomysł prosty, a jakże skuteczny. Znowu to zrobiłeś paskudny szarlatanie. (Stanley)

1.TRZY BILLBOARDY ZA EBBING, MISSOURI (reż. Martin McDonagh, polska premiera 2 lutego). McDonagh niech jeszcze kilka tak wybornych filmów popełni, a będzie jednym tchem ze Scorsese, Coenami i Tarantino wymieniany (że zerka w stronę ich twórczości to bardzo widać, ale sznyt indywidualny już ma). To jest film o desperacji. O walce o swoje, o braniu spraw w swoje ręce bez względu na konsekwencje. O chujowiźnie małomiasteczkowości, gdzie każdy zna każdego i patrzy mu na ręce i oczywiście zna najlepiej. To film o kulejącym wymiarze sprawiedliwości, wkurwionej matce i leniwych stróżach prawa. I oczywiście o uprzedzeniach. To film tętniący wybornymi kreacjami za które McDormand i Rockwell słusznie dostali Oscary. Po prostu najlepszy film zeszłego roku moim zdaniem. (Stanley)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s