OSCAROWE PRZEPYCHANKI, CZYLI CO NAM MÓWIĄ TEGOROCZNE NOMINACJE?

Właściwie to tegoroczne oscarowe nominacje mówią nam to samo co przez ostatnich kilka lat, tylko jest jakoś tak… no nie wiem… zabawniej? Nie można zarzucić Akademii przewidywalności, za to można wyciągnąć pewne wnioski z tego jak przyznawane są nominacje. To są wnioski bardzo oczywiste, widać tu wręcz wszystko czarno na białym… 

BlackKklansman

(We wpisie znajdzie się kilka ironicznych stwierdzeń, które nie mają na celu nikogo oczer… gad demet!) W swoich rozważaniach zamierzam pominąć filmy dokumentalne, krótki metraż fabularny i animowany oraz kategorie techniczne, których nagradzanie zawsze jest dość kapryśne i doprowadza do tak przezabawnych, acz zajebistych akcji (jak sześć statuetek dla Mad Maxa) albo dziwacznych, acz jednak słusznych (charakteryzacja dla Suicide Squad). Także wszelaki dźwięk, montaż dźwięku i sam montaż sobie odpuszczam, bowiem jeszcze wszystkich filmów nominowanych nie widziałem. Odpuszczam też kostiumy, charakteryzację oraz scenografię, bowiem tu zawsze jest mi zdecydować trudno. Co do efektów specjalnych oczywiście kibicuję Infinity War!

First Man

A dalej zaczynają się nieliche przepychanki, których idealistyczny wydźwięk często nijak się ma do wielkości danego dzieła (z całym szacunkiem dla Moonlight, ale La La Land to dla mnie kamień milowy musicalu). Często w tym wyścigu wcale nie wygrywają najlepsi, ale Ci, którzy w jakiś sposób schlebili czasom świetności Hollywood (stąd tyle statuetek dla estetycznie nawiązującego do kina dawnego Kształtu wody oraz nagrodzonego pięcioma nagrodami Artysty). Wydaje mi się też, że niektóre filmy mogą być też postrzegane jako moralnie dwuznaczne, choć rewelacyjnie nakręcone (Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri). Oscary zaczynają więc łagodnieć, są bezpieczne, a w głównych kategoriach stają się dość przewidywalne, obstawianie ich odbywa się zresztą w oparciu o Złote Globy i inne nagrody rozdawane „na chwilę” przed Oscarami.

Black Panther

Nie da się nie odnotować, że tegoroczne Oscary są mocno czarne. Black Panther, BlackKklansman, If Beale Streets Could Talk, Green Book, nawet Spider-Man: Uniwersum, któremu serdecznie kibicuję i kocham całym serduszkiem mimo komiksowej genezy postaci ma większe szanse na nagrody. Pamiętacie #oscrassowhite? To oburzenie, te kpiące komentarze, ten cały shitstorm, który bardziej w sumie żenował niż prowadził do poważnej dyskusji. Nieeee, to nie jest paranoja, nie, nie uważam, że filmy o problemach czarnoskórych osób nie są warte tych nominacji, sądzę jedynie, że są one przyznawane z nieco innych pobudek, niż mogłoby się wydawać. Black Panther z siedmioma nominacjami jest tego najlepszym przykładem. Film nie ma zbyt dobrej opinii na Filmwebie (średnia 6,8), na IMDb jest już lepiej, ale też bez mega szału (7,4, Infinity War ma 8,5), film natomiast roznosi Rotten Tomatoes (ma tam 97% u krytyków i 79% u widowni). Czyli wychodzi na to,  że jest dobrze, ale czy wystarczająco na Oscary? Jaką wagę ma właściwie taki Oscar w obecnych czasach i co symbolizuje? Nominacje dla Pantery wynikają z tego, że tam o nierównościach jest, że TEN KONKRETNY WĄTEK jest zarysowany jak należy. Te nominacje uruchamiają dyskusję nie o tym, czy mainstreamowy, rozrywkowy film zasługuje na nagrodzenie w kategorii najlepszego obrazu (sąsiadując z dramatami, filmami biograficznymi czy kwaśnymi komediami), a raczej na temat wątków rasistowskich w nim omówionych. Wydaje mi się, że gdyby rzeczywiście rozchodziło się tu o wyjątkowo opowiedzianą historię, o jej rozmach i złożoność to wtedy Infinity War skosiłoby nominacji całkiem sporo. A jednak clue nominacji dla Pantery wydaje się tkwić w czymś zupełnie innym, w czymś czego się oczywiście domyślamy.

Roma

Są też tacy, którzy zachodzą w głowę pytając „dlaczego Roma?” Otóż nominacje podobnie jak w przypadku Ballady o Busterze Scruggsie gdzieś tam podskórnie mają nam uświadomić siłę Netflixa. To nic, że filmy były z góry przeznaczone na tę platformę, równie dobrze mogą konkurować z produkcjami kinowymi. Poza tym Roma ma swój konkretny kontekst, jest mocno niedzisiejsza, opiera się w dużej mierze o przepiękne zdjęcia, niedzielny widz nie jest natomiast docenić pieczołowitości z jaką ten film został stworzony. Jest to dzieło autorskie, najważniejsze w dorobku dla samego reżysera, z tak naturalnie, wręcz dokumentalnie zagranymi postaciami. A to nam gdzieś umyka, ten film stoi w totalnej opozycji do efektownej Pantery, napakowanych wyborną muzyką Bohemian Rhapsody i A Star Is Born, politycznego szaleństwa Vice i po części Faworyty czy lekkości w formie Green Book. A jednak jest na liście filmów mających szansę na główną nagrodę. I tu może zrobić się całkiem przewrotnie bowiem ta nominacja daje szansę Zimnej wojnie, która i tak trzy nominacje ma, co mogło niejednego zaskoczyć.

A Star Is Born

Co do potencjalnej potyczki Bohemian Rhapsody A Star Is Born… Pierwszy film jest nominowany bo to rozbuchana biografia-laurka, a takie Akademia uwielbia (skąd zdziwienie nominacją dla najlepszego filmu? :D), natomiast A Star jest remakiem kultowego tytułu przełożonego na współczesny język, któremu chemii między bohaterami odebrać nie można. Można było za to odebrać potencjalną nagrodę dla Coopera jako reżysera, ale z całym szacunkiem piątka nominowanych panów ma swój własny rozpoznawalny sznyt (jestem rozdarty pomiędzy „obywatelskim obowiązkiem” w kibicowaniu Pawlikowskiemu, a byciem fanem szajbusa z Grecji). Osiem nominacji dla Vice natomiast ma swoje korzenie w tym, że jest to film polityczny, a takowe też często trafiają do oscarowych wyścigów. Szczególnie kiedy nie są szablonowe, mają ten „amerykański” pazur, który niedawno próbował odtworzyć Sorrentino w Oni.

Spider-Man: Into the Spider-Verse

Pozostaje pochylić się też nad samymi aktorami i tu mam zagwozdkę bowiem zawsze bardziej kibicuję samemu aktorowi niż postaci, którą kreuję. Debiutantki grające w Romie to podobny przypadek co kilka lat temu Lupita Nyong’o za Zniewolonego czy Barkhad Abdi za Kapitana Phillipsa (ostało się na nominacji). Naturalny, jeszcze nie wyeksponowany talent. Nie mam pojęcia komu kibicować bowiem wśród nominowanych są Amy Adams, Rachel Weisz i Emma Stone, a pomiędzy ukochanymi dziećmi się nie wybiera. Glenn Close ma na koncie trzy Złote Globy, tym bardziej zasługuje na wyróżnienie, co do Gagi to nie mam pewności czy to jest oscarowa rola, natomiast szaloną Colman muszę jak najszybciej w Faworycie zobaczyć. Co do drugiego planu męskiego to chętnie bym zobaczył odbierającego nagrodę Adama Drivera, choć oglądanie Sama Rockwella po raz drugi w totalnym szoku to byłoby coś 😀 Największy dylemat mam między Dafoe, Balem i Malekiem bowiem są to role transformacyjne i biograficzne, a takie Akademia przecież uwielbia.

The Favourite

Na koniec chciałem dodać, że brak nominacji za muzykę dla First Man to są niezłe jaja, ten film bardzo lubię więc może w innych kategoriach się poszczęści. Wygłoszę też kontrowersyjną opinię bowiem brak mi nominacji dla Toni Collette za jazdę bez trzymanki w Hereditarty (byłoby zabawnie jakby Quiet Place zgarnęło nagrodę XD) Co do najlepszej piosenki – zdecydowanie Shallow, doceniłem jeszcze bardziej po obejrzeniu filmu. I przysięgam, że jak Spider-Man: Uniwersum nagrody nie dostanie to wsiadam w samolot i jadę im wpierdolić. To by było na tyle moich rozkmin nad tegorocznymi nominacjami, do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s