ZIMA ZŁA, CZYLI UTWORY DO RUMU Z NAPARSTKIEM HERBATY!

20190122_192532_0001

Ludzkie istnienie musi być pewnego rodzaju błędem – pisał przed laty Arthur Schopenhauer. Ostatnio oglądając francuską animację Les Temps Morts, w reżyserii René Laloux z 1964 roku procesowałem te słowa przez wiele godzin. Doszedłem do wniosku, że zło czynione przez człowieka jest w znacznym stopniu generowane przez strach. Natomiast naturalną formą oswajania ze strachem przed nieznanym/obcym jest szeroko rozumiana sztuka, której najbardziej osobistą i w pewien sposób intymną formą jest muzyka. Przeglądając zestawienie możecie zwrócić uwagę, jak na przestrzeni lat odbiorcy kultury masowej poprawili się w tolerancji i akceptacji pewnych zjawisk. Taki Marilyn Manson – dawniej synonim zła wcielonego i antychryst w czystej postaci. A dziś? Właśnie – ciekawostka niegodna nawet wzmianki na pudlu. Idąc tym tokiem – może dla naszego gatunku jeszcze jest nadzieja? Zrobiło się bardzo filozoficznie więc przejdę do rzeczy –  zima to bardzo dobry czas, aby zanurzyć się w dźwięki z odrobiną nostalgii, nutką refleksji i megatoną mizantropii. Nie traktujcie zestawienia chłodno – zapraszam! 

Pink Floyd – High Hopes (The Division Bell, 1994)

Ostatni będą pierwszymi – tak głosi najpopularniejsza książka świata. Faktycznie – był to pierwszy utwór jaki zespół skomponował na potrzeby albumu The Division Bell z 1994 roku, a ukończony jako ostatni. Jest to zdecydowanie jedna z najważniejszych kompozycji na krążku i jednocześnie ostatni tak wielki przebój grupy. Trudno mi wyobrazić sobie utwór, do którego wracam częściej właśnie zimą. Jego podniosła konstrukcja i doniosły charakter powodują, że łatwo jest rozpłynąć się w myślach przy rumie z naparstkiem herbaty.  Na fanpejdżu Muzyki, która ryje banie zbyt mocno wyrażałem już swój ból, że właśnie ta wiekopomna kompozycja znalazła się w tegorocznym zestawieniu topu wszech-czasów radiowej trójki o oczko niżej od… The Eagles. Jak?

Marilyn Manson – Coma White (Mechanical Animals, 1998)

Jedna z nielicznych ballad w dorobku Mansona (właściwie grupy Marilyn Manson – jeszcze wtedy imię lidera służyło za nazwę zespołu), wydany na singlu promującym trzeci album artystów, czyli kultowy już (Ha! W dniu premiery był srogi płacz i gromy z nieba) Mechanical Animals z 1998 roku. Nikt wcześniej z taką czułością nie śpiewał o kokainie (nie chcę zaglądać MM do nosa, jednak nie oszukujmy się, że było inaczej). Młody i dobry MM nie pieścił się z tematami tabu i jednocześnie rozprawiał się z nimi z dużą dawką nostalgii i emocji. Teledysk do utworu powstał dopiero jakiś czas po premierze singla i był bezpośrednio zainspirowany tragicznymi wydarzeniami z Columbine High School w 1999 roku. Już na wstępie klipu widzimy ponurą scenerię procesji żałobnej i spadające confetti do złudzenia przypominające płatki śniegu. Zwróciliście kiedykolwiek uwagę na fakt, że schemat budowy popularnego związku chemicznego z grupy alkaloidów o wzorze C17H21NO4 nieco przypomina złamany płatek śniegu? A może to ja czytam za bardzo między wierszami?

Depeche Mode – Walking In My Shoes (Songs of Faith and Devotion, 1993)

Na wstępie zaznaczę, że zdecydowanie bardziej polecam wersję singlową, która ma w sobie więcej brudu i przestrzeni (generalnie tyczy się to wszystkich singli z albumu). Wiecie co? Brakuje mi takich przebojów w dzisiejszej muzyce popularnej! Zabrzmię jak stary weteran wojny w Wietnamie, jednak kiedyś te utwory konstruowano kompletnie inaczej niż dziś! Miały więcej ducha, osobisty charakter, stanowiły wypełnienie zapotrzebowania społecznego epoki i były jej wyrazem. Pomimo uwagi wstępnej dotyczącej wersji albumowej, polecam teatralny klip (w wersji nieocenzurowanej), który powstał do nieco wygładzonego singla.

KAT – Łza dla cieniów minionych (Bastard, 1992)

Śmieszny Czort potrafił też uderzyć w nuty nieco łagodniejszej i wyrafinowanej formy wyrazu artystycznego. Z pewną dozą nostalgii wracam do albumu Ballady, który dzisiaj może wydawać się szokujący wśród odbiorców ciężkich brzmień. Wyobrażacie sobie akustyczny album Meshuggah? Ja też nie, jednak jedwabiście bym chciał go usłyszeć – to tak na marginesie. Przywołałem ten zespół, ponieważ współczesna ekstrema polega na generowaniu technicznych, dopieszczonych, ultra precyzyjnych i często zawiłych dźwięków, bazujących na starych i sprawdzonych schematach. W głównym nurcie ciężkiego grania już dawno umarła potrzeba emocjonalnego i refleksyjnego grania (zwróćcie uwagę na ostatni album Mety – właśnie – z założenia zero ballad, jakby bardziej osobista i emocjonalna forma wyrazu była ujmą na honorze). Wielka szkoda, pozostaje nam jedynie rozkoszować się starymi i dobrymi utworami. Dobrze pamiętam koncert Kata na jednym z Hunterfestów i ten donośny chór przepitych gardeł, który niemal chóralnie odśpiewał – Okręt mój płynie dalej! Gdzieś tam! Łezka w oku…

Furia – Za ćmą, w dym (Księżyc Milczy Luty, 2016)

Nie napiszę, że znałem Furię zanim to było modne (czyli w czasach, kiedy załoga z odmętów piekielnego kopalnioka uprawiała uber troo cvlt black metal. Nie znałem – rozmijałem się z ich twórczością przez bardzo wiele lata, aż pewnego zimowego dnia trafił w moje łapki album Księżyc Milczy Luty. Surowe brzmienie, ponury klimat i niecodzienne liryki Nihilia – to zagrało i postanowiłem szczegółowo zaznajomić się z dyskografią grupy. Otwierająca utwór partia perkusji jednoznacznie kojarzy mi się z poniemieckim domem w laszackim lesie, temperaturą w okolicy – 10 stopni i walką z ledwo dyszącym piecem. Koniecznie zapytajcie Stanleya o ten klimat – nie znacie takich przekleństw, które dostatecznie trafnie oddadzą jego stan ducha, kiedy postanowiliśmy eksplorować to piękne miejsce o tak nieludzko zimnej porze roku.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s