PREMIERA: RUSSIAN DOLL, CZYLI OD ZGONU DO ZGONU

Pomysł na fabułę Russian Doll nie jest jakimś wielce oryginalnym konceptem. Już w 1993 roku Bill Murray pomstował na powtarzający się w koło ten sam dzień. Z tego samego motywu skorzystali też twórcy bardzo udanego moim zdaniem slashera na wesoło, czyli Happy Death Day, którego część druga wejdzie do kin na początku marca. W Russian Doll wpływy obu produkcji zdają się między sobą przenikać, a całość z odcinka na odcinek zaczyna nabierać nieoczekiwanego, dramatycznego ciężaru. 

Pomysłodawczyniami serialu są Amy Poehler (Parks And Recreation) oraz Natasha Lyonne (Orange Is The New Black) wcielająca się w przebojową, wiecznie nawaloną Nadię. Bohaterkę w pierwszej scenie zastajemy w łazience podczas imprezy okazji jej 36 urodzin. I będziemy ją tak zastawać jeszcze kilkanaście razy, bowiem wkrótce potem zginie pod kołami samochodu, by następnie „zresetować się” i wrócić do punktu wyjścia. Zdezorientowana kobieta szybko zaważa, że jej kolejne zgony są nieuniknione i postanawia, że będzie oszukiwać przeznaczenie (oczywiście na próżno). Wkrótce też odkryje, że nie jest jedyną osobą, którą to spotkało i cała intryga oczywiście bardziej się skomplikuje.

Lyonne w swojej kreacji jest świetna. Na początku mocno irytująca, samolubna, rozkrzyczana, na tyle egocentryczna, by jej decyzje miały się negatywnie odbijać na jej otoczeniu. Stopniowo jednak zaczyna odkrywać, że to co się z nią dzieje jest swoistą karą za nierozliczenie się z przeszłością i dzięki temu możemy obserwować jej transformację na przestrzeni zaledwie 8 epizodów. Nie miałem jednak poczucia bym oglądał coś napisanego naprędce, a sporo wątków prosi się o rozwinięcie w kolejnym sezonie (choć wydawać się może, że historia jest zamknięta). Dzięki zgrabnemu dawkowaniu zarówno dość czarnego humoru, jak i emocjonujących, poruszających momentów Russian Doll daje się zapamiętać i pozostaje w głowie na dłużej. Serialowi sprzyja też czas trwania odcinków, na upartego idzie pochłonąć całość w zaledwie 4 godziny. Podoba mi się to, że postacie drugoplanowe, teoretycznie tylko przemykające podczas powtarzających się w rozmaitych wariacjach scenach są jakieś, mają swój charakterek i dość mocno wpływają na dalszy przebieg fabuły. A im dalej w ten fabularny gąszcz, tym bardziej się tutaj dzieją rzeczy rodem z filmów Charliego Kaufmana i Michaela Gondry’ego.

Cieszę się bardzo, że powstaje coraz więcej tego typu produkcji, angażujących, acz nie rozwleczonych jak Kidding, Barry czy The Kominsky Method, sztuką jest bowiem skondensować wydarzenia tak by miały one swój logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a jednocześnie nie wyglądały, jakby wszystko działo się w czasie nierzeczywistym i przyspieszonym. Russian Doll jest przesympatycznym serialem, po który warto sięgnąć, nawet jeśli nie miał on otrzymać kontynuacji. Ode mnie mocne 8/10 i do przeczytania next time!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s