PREMIERA: THE UMBRELLA ACADEMY, CZYLI SUPERBOHATERSKIE DYSFUNKCJE RODZINNE

Przechadzając się ulicami Poznania jakiś czas temu natykałem się na plakaty promujące The Umbrella Academy właściwie co kilka kroków. Cały ten rodzinny koncept przypadł mi do gustu, bowiem ostatnimi czasy kręcą mnie wszelakie ekranowe dramy rodzinne w najbardziej niesztampowych odmianach (zapewne przez zbliżający się finałowy sezon Gry o Tron). Postanowiłem więc przytulić do cyca serial, którego pomysłodawcą jest Gerard Way, wokalista nieodżałowanego My Chemical Romance. Jak się okazało, facet ma nielichą wyobraźnię, bowiem postacie, które wykreował w swojej głowie ponad 10 lat temu okazały się bardzo wdzięczne do pokazania na małym ekranie. 

Jeśli macie dosyć typowo superbohaterskich produkcji to The Umbrella Academy może Wam się spodobać. Uderza ona bowiem w podobne, momentami humorystyczne tony co Legion, wydarzenia dzieją się w tempie ekspresowym, a ilość wątków może przyprawić o zawrót głowy. Adaptacja komiksu opowiada o rodzinie Hargreeves’ów, a właściwie o przybranych dzieciach pewnego ekscentrycznego osobnika, którego śmierć ponownie jednoczy pod dawno opuszczonym dachem piątkę z siódemki dawnych mieszkańców tytułowej akademii.

Uwielbiam seriale, w których aż roi się od dziwacznych postaci, siłą rzeczy więc The Umbrella Academy porwała mnie od pierwszego epizodu. Aktorzy w swoich kreacjach czują się bardzo swobodnie, szybko można też wybrać swoich ulubieńców (moimi są Klaus i Numer Piąty), którzy mienią się jakże skrajnymi cechami charakterów. Same supermocne nie są tutaj najważniejsze, zdecydowanie bardziej liczą się zerwane więzi rodzinne oraz tajemnice które same się nie rozwiążą. Ojciec umiera w tajemniczych okolicznościach, Numer Piąty wraca z posapokaliptycznej przyszłości, a do tego poluje na niego para lekko nie ogarniających rzeczywistości seryjnych zabójców. Wszystko to jest zmiksowane z elementami popkultury superbohaterskiej, którą dobrze znamy, ale też poddane na tyle atrakcyjnemu liftingowi, że nie ma się poczucia oglądania powtórki z rozrywki.

W glebę zdecydowanie wgniata dobór ścieżki dźwiękowej, kolorystyka otoczenia, ogólnie scenografia i kostiumy. Tu wszystko jest takie przyjemnie stylowe, a jednocześnie nieprzekombinowane, nie wali od tego kiczem na kilometr. Wydaje mi się, że to wszystko spina się w całkiem zjadliwą całość dzięki wyważeniu dramatyzmu, groteskowości z akcją, science-fiction i motywami rodem z postapo. A podróże w czasie pozwalają ponownie zerknąć na historię świata z alternatywnej jej strony. Mimo, że nie jest to najbardziej oryginalny serial w tym roku, to można się z nim szybko polubić, wciągnąć i zapamiętać lwią część bohaterów, a to w zalewie seriali o podobnej tematyce zdecydowanie siła tej produkcji. The Umbrella Academy jest to co lubujący się w ekranowych dziwactwach kochają najbardziej: jest wizualnie olśniewająca, kiedy trzeba jest rozpierdol,  kiedy trzeba srogie plot twisty i nie brakuje bicia po mordach, strzelania i czarnego humoru. Polecam i z czystym serduchem wystawiam 8/10. Jeśli macie coś w lutym na Netflixie obejrzeć poza Russian Doll niech to właśnie będzie The Umbrella Academy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s