RECENZJA: THE WALKING DEAD – SEZON 9, EPIZOD 10, CZYLI ALFA, BETA I OMEGA

Ostatni epizod TWD zatytułowany przewrotnie Omega przybliżył nam nieco genezę pochodzenia grupy zwanej Szeptaczami. Nieco, bowiem opierał się głównie na zniekształconych wspomnieniach Lydii, które mogły nieco skonfundować widzów. Tendencja zwyżkowa w serialu trwa w najlepsze, widzowie nie narzekają, a Samanatha Morton grająca Alfę trafiła do stałej obsady. Postanowiłem i tym razem pokusić się o głębszą analizę odcinka. Zapraszam do czytania. 

Zawsze musi się wśród bohaterów trafić postać skrajnie nieodpowiedzialna, przez którą cała reszta wpada w poważne tarapaty. Tym razem na miano głąba odcinka zasłużył sobie Henry, którego najwyraźniej roznoszą hormony. Dzieciak wyśpiewał Lydii niemal wszystko co najważniejsze, nie zastanawiając się nad tym czy dziewczyna nie przekaże tego swojej szalonej matce. Ten odcinek przypadł mi do gustu właśnie dlatego, że scenarzyści postanowili zabawić się z nami serwując kilka wersji wydarzeń. Na początku wydawało się, że ojciec Lydii jest niebezpieczny, potem okazało się, że był miękki, a na koniec, że Alfa była bardzo świadoma swoich decyzji. I niech Was nie zmyli, że w jednym wspomnieniu jest on brodaty, a w innym gładki, to jest symboliczne, Lydia nie pamiętała jak to naprawdę było.

Przywódczynią Szeptaczy kieruje czysty, zwierzęcy instynkt przetrwania. Jest manipulantką, własną córkę przekabaciła tak, by czuła się winna i nie zadawała zbyt wielu pytań. Szybka przemiana Lydii po kilku rozmowach z Henrym i Darylem może wydawać się naciągana, ale kiedy pomyśli się o tym, że od najmłodszych lat przebywała między nieumarłymi i zostały jej wpojone pewne zasady to to całe olśnienie jeszcze idzie przetrawić by móc pchnąć fabułę dalej. Wiadomo, że Daryl nie odda pojmanej dziewczyny nie tylko ze względu na zakładników złapanych przez Szeptaczy, ale także dlatego, że uważa, że Lydia zasługuje zdecydowanie na lepsze życie.

Poza pobocznym wątkiem ekipy chcącej pomóc Luke’owi, która wymknęła się nocą, by potem dostać burę od Tary właściwie wszystko kręciło się wokół zakładniczki i tego jaka jest jej matka. To jak bardzo dziewczyna zdziczała (szamanie robaków), jak bardzo miota się pomiędzy powrotem do rodziny, a znalezieniem sobie nowego miejsca pokazuje, że po przeskoku w czasie w tym świecie wszystko jest jeszcze bardziej skończone, niż za czasów Negana.

Prymitywizm postaci to jedno, ale nastąpił też właściwie powrót do podstaw pod względem zarządzania zasobami, w odstawkę poszły wszelakie urządzenia bardziej zaawansowane, historia w pewnym sensie zatoczyła koło i zmusiła ludzi do uproszczenia życia. To wszystko wygląda jak walka ostatnich bastionów ludzkości o ostateczne przetrwanie, na horyzoncie nie rysuje się już samo odbudowywanie świata, a raczej oczekiwanie na jego ostateczne zapadnięcie się. To, że przetrwają najsilniejsi wcale nie oznacza, że znowu będzie tak jak dalej. Post apokalipsa, to post apokalipsa, zanim zdąży się odtworzyć choć trochę upadłego świata mogą minąć setki lat. Lydia stwierdziła, że takie miejsca jak Alexandia nie powinny istnieć bowiem są niezgodne z obecnymi prawami natury, a ta jest dzika i śmiertelnie niebezpieczna.

Podsumowując, świetny odcinek, z którego nic dobrego dla bohaterów nie wyniknie. Przychylam się do poglądu, że sezon 9 jest najlepszym od czasu 6-go. I czekam, czekam, czekam na kolejne epizody z niecierpliwością!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s