RECENZJA: AFTER LIFE, CZYLI RICKY GERVAIS O STRACIE I ŻAŁOBIE

Utarło się, że komicy wiodą życie usłane samymi zabawnymi sytuacjami. No bo przecież wizerunek Jima Carrey’a czy świętej pamięci Robina Willimasa był dla nas dość jednoznaczny. Panowie pod maską osób na co dzień rozbawiających miliony na całym świecie poza planem, poza sceną, we własnym świecie mierzyli się ze straszną choroba psychiczną zwaną potocznie depresją. Williams walkę przegrał, Carrey postanowił się ze swoją chorobą zmierzyć portretując się w dużej mierze w rewelacyjnym serialu Kidding. Kilku takich „śmieszków” można by jeszcze w tym przydługim wstępie przytoczyć, dążę bowiem do tego, że stworzenie serialu dramatycznego przez Ricky’ego Gervaisa jest o tyle zaskakujące, co w obecnych czasach wręcz oczekiwane. W After Life paradoksalnie najbardziej zaskakujące jest wyczucie smaku, bowiem Ricky słynie z bardzo ciętych, często ostro krytykowanych wypowiedzi. 

Gervais wciela się w Tony’ego, od niedawna wdowca, pracownika lokalnej, darmowej gazety. Nie potrafi się pogodzić ze śmiercią absolutnie perfekcyjnej, kochającej jego dziwactwa żony, Lisy. Jedyne co dosłownie utrzymuje Tony’ego przy życiu to pies, prześliczna, cholernie inteligentna i grzeczna sunia. Tony jest cyniczny, non stop gada o samobójstwie, a jego codzienność ma wręcz rytualny charakter. Ogląda filmy nagrane przez żonę przed śmiercią, robi śniadanie, wyprowadza psa, idzie do roboty, idzie do psychiatry, idzie do domu spokojnej starości do nierozpoznającego go ojca, idzie na cmentarz, wraca i myśli o zabiciu się. Oczywiście ten rytuał, ewoluuje wraz z pojawianiem się wokół niego poszczególnych bohaterów drugoplanowych. Problem z Tonym jest taki, że zupełnie nie liczy się z nikim i z niczym, robi co mu się podoba, łamie własne zasady, myślami zdecydowanie jest „po drugiej stronie”.

Nie brzmi to wszystko być może zbyt atrakcyjnie dla widza, raczej męcząco, bowiem rzadko kiedy chcemy oglądać osoby irytujące, wiecznie rozmemłane przez życie, nie mające motywacji do życia. After Life broni się jednak ciętym, czarnym humorem, który jest bardzo dobrze wkomponowany w ogólnie ponury klimat całości. Gervais jest świetny w roli faceta, który pogubił się we własnym egzystowaniu, który szuka jakiegokolwiek światełka w tunelu chyba jedynie po to by zaraz potem je zgasić. I choć w produkcji komika nie brak naprawdę paraliżujących człowieka wniosków na temat tego po co tak właściwie tu jesteśmy, na tym łez padole, to są też i kontrapunkty rozjaśniające dolinę ciemności. Nie ma się poczucia oglądania przyspieszonej przemiany bohatera, choć odcinki w ilości sześciu to właściwie trzy godzinki oglądania.

After Life bije podskórne ciepło, zarówno w kolorach, jak i z ekscentrycznych postaci, małomiasteczkowości, tej codziennej powtarzalności, która sprawia, że w otoczenie Tony’ego z miejsca idzie uwierzyć. Do tego piękne wiązanki brytyjskich przekleństw, i aktorzy z Gry o Tron jako wisienka na torcie (David Bradley, Paul Kaye, Tony Way). Podsumowując, jest to serial, o którym nie wiedzieliście, że go potrzebujecie, a potrzebujecie go bardzo, jest bowiem uniwersalny i jest w stanie pomóc osobom nie tylko tym, które kogoś straciły, ale i tym, które się z kimś rozeszły, rozwiodły, są w depresji, albo po prostu mają mega parszywy czas w życiu. Rewelacja, 9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s