RECENZJA: MONUMENT, CZYLI DOWOLNOŚĆ INTERPRETACJI

Jagoda Szelc za swoje dotychczasowe dokonania zdecydowanie zasługuje na tytuł Zrytej Bani Zbyt Mocno. Wieża. Jasny dzień była onirycznym, kameralnym rodzinnym dramatem z motywami nadprzyrodzonymi rodzącymi się z natury. Monument natomiast jest niczym przedstawienie teatralne, dokument, horror, gorzka satyra razem wzięte. Oba filmy łączy pozorna monotonia i ciągoty do improwizowania, tasowania fabuły i wrzucanie weń scen jakby przypadkowo „wpadających” podczas montażu. Jeśli więc kino artystyczne, wymykające się sztywnym ramom i interpretacjom Was nie kręci, to nie macie czego w tym tekście dla siebie dalej szukać. Jeśli jednak kręci Was symbolizm, a David Lynch jest dla Was jednym z najwybitniejszych szarlatanów kina to zapraszam do dalszego czytania. 

Grupka studentów hotelarstwa trafia do ogromnego, wielofunkcyjnego budynku, w którym będą wykonywać pracę przygotowującą ich do zawodu. Nad głowami krąży im nieprzyjemna przełożona, która traktuje ich bezosobowo, przydzielając plakietki z takimi samymi imionami i dzieląc na małe grupki, którym przypisane są konkretne zadania do wykonania. Usługiwanie na imprezach, sprzątanie pokoi, wynoszenie śmieci, przygotowywanie posiłków, opiekowanie się osobami starszymi, pranie. Generalnie wszystko co może należeć do przyszłych obowiązków pracowników hotelu. Problem w tym, że temperamentna babeczka jest bardzo drobiazgowa i kapryśna, a do tego stwierdza, że o postument stojący przed hotelem też dbać trzeba i czyścić, czyścić, czyścić. Nic dziwnego, że młodzi ludzie stwierdzają, że zadania są bezsensowne i zaczynają się albo dziwnie zachowywać, albo buntować.

Fabuła filmu surrealizuje się ze sceny na scenę, potyka się sama o siebie, zapętla, udziwnia, zaczyna zamazywać się granica między jawą a koszmarnym snem, w stylu „utknęliśmy w piekle”. Mury hotelu zdają się odbierać młodym ludziom rozum, a przełożona-terrorystka paraliżuje ich na każdym kroku. Wszystko dzieje się bardzo powoli acz w pewnym sensie konsekwentnie, a puenta całości jest dość zaskakująca i nieoczekiwana, jakby doklejona by jednak pewną interpretację widzowi pod nos podsunąć. Diabeł jednak tkwi w szczegółach dziejących się w środku seansu. Nie ma tutaj jednoznaczności, ciągłości wydarzeń, ewolucji postaci, wszystko jest krzywe, podszyte złem i tym „twinpeaksowym” nieuchwytnym czymś. Tu już nawet nie chodzi o otaczający bohaterów las, wszędobylski mrok i wyprane z radości kolory.

Ten film to jedna wielka metafora wielu rzeczy naraz. Każdy może sobie z niego wyciągnąć coś innego i jego interpretacja wcale nie musi być nietrafiona. Będąc na dyskusji o Monumencie spotkałem się z tyloma sprzecznymi bądź dla wielu widocznymi dopiero po ich wygłoszeniu interpretacjami, że głowa mała. Za wielowymiarowość, wielowarstwowość, głębię, zrobienie z tego filmu zagadki należy się dla pani reżyserki i scenarzystki mocne 8/10. Czy są tu jakieś mankamenty? Jasne, to film mający bardzo mały budżet, aktorów, dla których ten film jest swoistym zaliczeniem aktorskiego semestru ,nie każdemu do gustu przypadnie jego leniwe flow, wyciszone dialogi (zabieg celowy jak mniemam), brak konstrukcji jako takiej. Maniacy Lyncha czy nawet von Triera po prostu muszą zobaczyć. Ci, którzy nie wierzą w polskie kino także, bo jest to film, który jawi się jako 100% spełnienie przy niedużych środkach finansowych. Seans po którym z człowieka wydobywa się „co to było, ja pierdolę”, polecam po stokroć!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s