RECENZJA: WHAT WE DO IN THE SHADOWS. ŚWIETNY POWRÓT WAMPIRYCZNEGO MOCKUMENTU!

Co robimy w ukryciu miało swoją premierę w roku 2014 i skutecznie podbiło serducha widzów lubujących się w czarnym humorze i wampirycznych klimatach. Taika Waititi stojący za tym projektem (do spółki z Jemainem Clementem) dzięki właśnie tej nietuzinkowej produkcji objawił się Hollywood na tyle by zasiąść na stołku reżyserskim Thor: Ragnarok (Clement skupił się bardziej na aktorstwie ubarwiając swoją grą fenomenalny serial Legion). Plotki o kontynuacji „z kamerą wśród wampirów” pojawiały się sporadycznie i były dość mgliście, podobno druga część miała skupiać się na losie próbujących „trzymać się w pionie” wilkołaków. W zeszłym roku gruchnęło info, że What We Do In The Shadows dostanie swój serialowy odpowiednik, z nowymi bohaterami. Jak wypada serial na tle filmu? Przeczytajcie! 

Naszym przewodnikiem jest Guillermo, służący wampirowi Nandorowi od 10 lat. Ma nadzieję, że jego pan w końcu go przemieni i nie przeszkadza mu ciągłe upokarzanie, i wykorzystywanie, wizja nieśmiertelności jest zbyt kusząca. Pozostałymi mieszkańcami posiadłości są kochankowie Nadia i Laszlo, przy czym szybko okazuje się, że są oni raczej na siebie skazani niż pragnący ze sobą spędzać wieczność z miłości. Najbardziej intrygującym mieszkańcem jest jednak separowany od reszty Colin, będący… wampirem energetycznym. Yup, to taki osobnik, co wysysa energię z pracowników korpo do którego chodzi zagadujący ich niemal na śmierć i wykonujący przy nich najbardziej irytujące czynności. Co ciekawe jego obecność w gronie innych wampirów sprawia, że te także tracą chęci do życia, choć przecież są martwe. Sielankowe życie sympatycznej ekipy przerywa wizyta starożytnego, niemalże rozsypującego się hrabiego, który raczej nie będzie zadowolony z faktu, że wampiry nie zdominowały naszego świata i nie przejęły nad nim całkowitej kontroli…

Humor jest zbliżony do tego znanego z filmu, czołówka ma taką samą muzykę, wystrój wnętrz także ma nam przywodzić to co widzieliśmy już wcześniej. Także bez wątpienia akcja dzieje się w tym samym uniwersum i nic tylko czekać na easter eggi związane z oryginałem. Jest śmieszkowanie z Wywiadu z wampirem Zmierzchu, ta produkcja jest bardzo świadoma swojego popkulturalnego kontekstu i ogrywa wampiryczne stereotypy z gracją i bez wymuszonych dowcipasów. Oczywiście pierwszy odcinek musi posiadać kilka motywów niemal identycznych jak w filmie, bowiem, nie oszukujmy się, serialem twórcy chcą przecież dotrzeć do nowych widzów.

Póki co ciężko przewidzieć kierunek w jakim pójdzie ta historia, grunt, że postawiono na strawną, około 30 minutową formę i nieco bardziej frywolny, ostrzejszy język (fucki latają aż miło!). No i żart z LARP-owców pierwsza klasa! Do tego polski akcent na koniec odcinka, pod postacią piosenki Adieu w wykonaniu znanego w latach 30. Stefana Witasa. Póki co solidne 8/10 z nadzieją na 9. Bardzo dobrze, że chłopaki nie porzucili tego projektu na rzecz wysokobudżetowego kina rozrywkowego, na What We Do… się wybili i postanowili ten świat poszerzyć. Musicie ten serial zobaczyć!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s