RECENZJA: GRA O TRON – SEZON 8, ODCINEK 2, CZYLI ZANIM WSZYSCY ZGINIEMY

Muszę przyznać, że zaraz po zakończeniu epizodu byłem nieco skonsternowany. Bowiem na dobrą sprawę nie wydarzyło się w nim nic wiekopomnego, szokującego czy nieprzewidywalnego. Musiałem obejrzeć go ponownie by dostrzec wagę relacji pomiędzy bohaterami i tego, jak bardzo ważny dla całej historii był ten maksymalnie przegadany epizod zatytułowany A Knight Of The Seven Kingdoms

Jak bohaterowie GoT spędzali ostatnie chwile tuż przed wielką batalią? Niektórzy szukali rozgrzeszenia, możliwości odkupienia swoich win. Oczywiście mam tutaj na myśli Jamiego i Theona, którzy, mam nadzieję, nie polegną w walce z Białymi Wędrowcami. Jamie przed obliczą nieobliczalnej Danki wyglądał na nie lada przerażonego, ale będącego w stanie się obronić. Wstawiennictwo Brienne było wręcz jak niewypowiedziane na głos wyznanie miłosne. Ale najwięcej do powiedzenia miał Bran, który nie wydał człowieka, który go sparaliżował, a tak właściwie to doprowadził do tego całej wielkiej podróży by mógł zostać Trójoką Wroną (albo jak kto woli Pizdooką Sroką). Tak właściwie to wszystkie sceny z udziałem Jamiego były w tym epizodzie świetne, z mianowaniem Brienne rycerzem na czele. Piękny gest, po którym zobaczyliśmy Brienne z przepięknym, wzruszającym uśmiechem. Zdecydowanie jeden z najlepszych momentów odcinka pokazujący jak wiele Ci bohaterowie dla siebie znaczą. Co do Theona to zobaczyliśmy jedynie  krótkie scenki, ale za to jakie! Ponowne spotkanie z Sansą i deklaracja walczenia za Brana, któremu odebrał kiedyś zamek. Takie transformacje się szanuje.

Co ciekawe wszelakie roszczenia i zapytania Danki schodziły na dalszy plan kiedy na horyzoncie pokazywali się Starkowie. To dalej jest ich zamek. To dalej ich ziemie, co słusznie zauważyli Szary Robak i Missandei. Sansa nie dała sobie w kaszę dmuchać i jeśli przyjdzie co do czego to będzie walczyć o swoje. Dawniej Dance mocno kibicowałem, ale biorąc pod uwagę, jak bardzo jest ona kapryśna, niestabilna emocjonalnie, podejmująca pochopne, destrukcyjne decyzje (proszę mi tu na Tyriona nie krzyczeć!) zacząłem bardziej przychylnie patrzeć na Sansę właśnie. I oczywiście uwielbiam pewność siebie Aryi, z której w końcu wyszła kobiecość, dojrzałość, także fizyczna. Wszyscy, którzy shippowali ją i Gendry’ego zapewne byli z pewnej sceny baaaardzo zadowoleni (dla mnie była nieco dziwna, no ale jak wspominałem każdy na swój sposób korzystał z wolnego czasu przed bitwą). Ach, no i scenka z Ogarem też bardzo spoko, ta ich szorstka przyjaźń zawsze miła dla oka 😀

Nie zabrakło też momentów czysto humorystycznych, rozładowujących napięcie i oczywiście mam tu na myśli prawie całą sekwencję przy stole, z udziałem Tormunda, który w jedyny i niepowtarzany dla siebie sposób chciał zdyskredytować Jamiego i zapunktować u Brienne. Aż się Davos musiał napić. Te drobne momenty, dla wielu widzów nudne, dla mnie były perełkami, bo przecież o relacje między bohaterami też się tu rozchodzi. A scenka z Davosem i dziewczynką, która przypomniała mu o Shireen przez swoją dolegliwość także należała do tych z gatunku łapiących za serce. Takie drobiazgi jak wyrażenie troski o Lyannę Mormont przez jej kuzyna Joraha to wręcz esencja GoT, takich rzeczy potrzebowaliśmy jako fani produkcji wiedząc, że za tydzień z częścią bohaterów się pożegnamy. No i już wiemy co Podrick zrobił tym dziewczynom. Śpiewał im pięknie, a jakże! Mistrzowska sekwencja z przebitkami na naszych ulubieńców prowadząca do rozmowy Jona z Danką o jego pochodzeniu.

Czy Danka wykorzysta tę wiedzę podczas wielkiej bitwy? Wiemy, że kocha Jona, ale kocha też władzę i najbardziej pragnie Żelaznego Tronu. Jak zareaguje na to reszta „rodziny” Jona? Nie chciałbym zobaczyć jak nasi ulubieńcy występują naprzeciw sobie, a na to się w sumie zanosi biorąc pod uwagę upór zarówno Sansy jak i Danki. Finał ma być ponoć słodko-gorzki, cokolwiek to dla twórców znaczy… Weźmy pod uwagę, że cały serial jest właściwie pewnym fragmentem większej całości, opartym o przeszłość wielkich rodów, oparty o czyny pradziadków, dziadków oraz rodziców tych, którzy zostali przy życiu. Jaka więc przyszłość czeka tych, którzy przeżyją do samego końca? Może w ostatnim odcinku zobaczymy spisującego to wszystko starego Sama, albo opowiadającego to komuś Brana? Albo z perspektywy czyichś dzieci? Patrzących na pomniki swoich rodziców, którzy poginęli w wielkich bitwach? A może, jak zauważył Bran, nie będzie żadnej przyszłości, bowiem wszystkich dopadnie Nocny Król, który, jak się w końcu dowiedzieliśmy, najbardziej pragnie wymazać z tego świata wszelakie życie i pamięć o nim.

Podsumowując, to był bardzo piękny epizod, pełen scen perełek, w bardzo spokojny sposób zwiastujący niesamowitą rozpierduchę, którą zobaczymy w przyszłym tygodniu. Typujcie kto przeżyje, a kto zginie (i zasili armię Nocnego Króla!). A może uważacie, że King zginie? Do przeczytania w następnym tygodniu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s