RECENZJA: GRA O TRON – SEZON 8, ODCINEK 4, CZYLI HISTORIA CO SIĘ LUBI POWTARZAĆ

Zeszłotygodniowa rozpierducha nie wszystkim przypadła do gustu. W scenariuszu panował niezły burdel, a finałowe starcie z armią Nocnego Króla przetrwało sporo postaci, na które D&D chyba nie za bardzo mieli już pomysł i całkiem możliwe jest, że ich już po prostu nie zobaczymy. Fani spierają się, że w GoT nie ma już mięsistych politycznych zagrywek, wyrafinowanych intryg, a główni bohaterowie poruszają się niczym dzieci we mgle. Rzecz w tym, że zarówno Danka jak i Jon to jeszcze gówniarze, którzy często mają więcej szczęścia niż rozumu. A pod ich skrzydłami próbują się schronić przerażeni dorośli, którzy nie mają pojęcia czy dożyją następnego dnia. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe dwa odcinki będą przepełnione zgonami dokonanymi przez naszych ulubieńców na naszych ulubieńcach. Jest to tak zwany foreshadowing, który spróbuję jakoś sensownie przedstawić. Zapraszam do czytania! 

Ale najpierw! Kawusia! No jakbym mógł o wpadce ze Starbucksowym kubkiem nie wspomnieć. Naprawdę niezły chaos musiał panować podczas „dopieszczania” tego epizodu, skoro taki babol został finalnie wyemitowany. Śmieszki, śmieszkami, ale nie oszukujmy się D&D zostali obarczeni ogromnymi oczekiwaniami wobec finałowego sezonu, który stał się, zupełnie niezamierzenie, bardzo memiczny. No i pokazał ilu domorosłych mastermindów od taktyki wojennej jest w sieci. Jasne, zarówno w tym, jak i w poprzednim epizodzie było sporo scen wołających o taktyczną pomstę do nieba, ale miejmy na uwadze, że większość bohaterów stanowią obecnie osobnicy młodzi, którzy musieli przejść przyspieszony kurs dorastania. I dalej są to postacie kierujące się uczuciami, więzami krwi, miłością, a to jak wiadomo często przeczy logicznemu zachowaniu. Ale okej, po części jest to też wina scenarzystów, którzy materiał na pełny, dziesięcioodcinkowy sezon skrócili, na łeb na szyję do 7 godzin oglądania.

GoT cały czas świetnie się broni pod kątem pogaduszek między bohaterami i pokazywania postaci w ich najbardziej emocjonalnych momentach. Na początku dostaliśmy zasłużone pożegnanie poległych, poruszające, ale nie silące się na wyciskanie łez na siłę. Obowiązkowe, ładne pożegnanie, odhaczywszy. Następnie wbijamy do sali gdzie należycie trzeba opić zwycięstwo i wygenerować kilka zajebiście memicznych scen. Danka urabia Gendry’ego mianując go lordem, i widać, że jest to ruch w rodzaju „tonący brzytwy się chwyta”. Sansa ma swoje priorytety, Jon jest rozbity między miłością a rodziną, armii na kolejną bitwę jest niewiele, a najwierniejszy z doradców zachowuje się podejrzanie miło wobec swojego brata, który przecież zaciukał Ci starego. A taki Tormund swoim zachowaniem jest bardziej wpływowy, niż mógłby przewidzieć, gdyby wiedział, że Jon jest prawowitym dziedzicem tronu to latałby za nim bardziej niż za Brienne, która zresztą dała mu kosza. Danka jest spanikowana, czuje się osaczona przez ludzi, którym nie może ufać, co w konsekwencji prowadzi do kolejnej opłakanej wojennej decyzji.

Zanim jednak przejdziemy do mięcha pokazanego nam w drugiej połowie odcinka wypada mi podsumować „przegadane” wątki. Gendry wyobraża sobie u swojego boku Aryę, jako dzielącą z nim życie, ale ta ma świadomość, że nie jest do tego stworzona, i rusza u boku Ogara wypełnić swoją ostatnią misję (nie wszyscy z jej listy są jeszcze skreśleni, są jeszcze oczy do zamknięcia i zapewne jakaś twarz do założenia). Ogar i Sansa są uroczy w swojej pogawędce, Clegane zauważa jak się zmieniła, dojrzała, jak wiele w życiu przeszła. Ogarowi pozostało już tylko skonfrontowanie z Górą, na którego chrapkę ma już kilka innych bohaterów, ale nie oszukujmy się Cleganebowl dojdzie do skutku i zapewne zakończy się zgonem obu braci. Jamie i Brienne w końcu konsumują swoją niełatwą znajomość, jednak demon imieniem Cersei nie pozwala Królobójcy pozostać w Winterfell. Mamy więc scenę, w której Brienne pokazuje swoje najbardziej kobiece oblicze, jej płacz za Jamiem to także wyraz tego, że być może przyjdzie jej z nim jednak walczyć, że być może będzie musiała go wykończyć. Brienne nie zna bowiem wszystkich pobudek Lannistera, po rozmowie z Bronnem Jamie równie dobrze może jechać wykończyć swoją siostrę zanim ona wykończy jego. Czy twórcy wybiorą bardziej romantyczny koniec dla rodzeństwa? W jakiej formie spełni się przepowiednia jaką Cersei usłyszała w dzieciństwie?

Danka to jednak w przekonywanie Jona nie umie, może poniekąd dlatego, że są bardziej spokrewnieni niż jej się wydaje (iksde). Jon postanawia mimo wszystko wyznać prawdę na temat swojej tożsamości, a Sansa wykorzystuje tę wiedzę do celów politycznych dzieląc się nią z Tyrionem. Oczywiście taki news nie może umknąć Varysowi, dostajemy kolejną świetną potyczkę słowną między Karłem a Pająkiem, przy czym Tyrion niby broni Danki, ale ostatecznie może popaść w niełaskę po kolejnym fiasku negocjacyjnym z własną siostrą. Jon żegna się z Tormundem i daje mu pod opiekę Ducha (DLACZEGO SIĘ Z NIM JAKOŚ NIE POŻEGNAŁEŚ, BYŁ TAKI SMUTNY!). Żegna się też z Samem Ruchaczem, który wraz z Goździkową być może będzie spisywać ten cały burdel dla potomnych. Bran czasem coś mówi i zmienia miejsce parkingowe, więc pewnie ostatecznie zasiądzie na Żelaznym Tronie bo i tak się średnio lubi ruszać.

No to jak już sobie pośmieszkowaliśmy to pora się przenieść na pole bitwy, gdzie Euron z flotą wyskakuje zza winkla i jeb jeb jeb z dzidy zabija kolejnego smoka. Danka daje nogę bo przeca nie da się floty oblecieć od tyłu i spróbować wszystko spalić. Akurat śmierć kolejnego smoka to mocny moment, pokazuje jak bardzo Danka może minąć się ze swoim przeznaczeniem. Tutaj kłaniają się słowa Davosa o religii jako takiej, gdzie bóstwa są kapryśne i pokazują się wtedy kiedy chcą i gdy mają jakieś destiny dla poszczególnych bohaterów. A może ta cała magia jaką jest naznaczona Danka jest skazana na zagładę, w końcu lata wcześniej udało się smoki przetrzebić totalnie, a nikt w tej rozgrywce nie jest przecież nieśmiertelny, nawet ona. Co do porwania i ścięcia Missandei (bardzo mnie to zaskoczyło i było mi przykro) to w tym momencie Cersei pokazała, że nic jej te groźby nie robią, jedyny cień niepokoju pojawił się kiedy Tyrion wspomniał o jej dziecku, jeśli Euron połączy fakty to zacznie się zastanawiać czy to na pewno jego. Tak więc Dance uruchomi się rage mode, który może doprowadzić do strawienia w płomieniach całego Kings Landing, o ile smok nie zostanie ubity zanim się na dobre rozkręci. Teoretyzuje się o tym, że w szale Jon może zabić Danny jeśli ta zacznie zachowywać się jak swój ojciec. No i to ode mnie w sumie tyle na dziś, do przeczytania next time, kiedy już PRAWIE wszystko będziemy wiedzieć!

P.S. Uśmiech Podricka zawsze na propsie.

P.S.2 Tormund wypłakujący się Ogarowi.

P.S.3 JAK MOGŁEŚ SIĘ Z NIM NIE POŻEGNAĆ JON?! JAK MOGŁEŚ?!

One comment

  1. PS 4 Brienne, daj sobie spokój z Jaimiem, jedź na północ, Tormund czeka!

    A tak w ogóle to nie dziwię się Dance, że zrejterowała. Skoro jednego smoka flota Eurona stosunkowo łatwo się pozbyła, to raczej Danka nie chciała ryzykować z ostatnim. Zadziwia mnie tylko, że Eurona nikt nie wziął pod uwagę (znowu), skoro przecież już wcześniej udowodnił, że na morzu nie ma na niego mocnych i potrafi zaatakować nagle i boleśnie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s