RECENZJA: GRA O TRON – SEZON 8, ODCINEK 5, CZYLI OCZEKIWANIA VS. RZECZYWISTOŚĆ

Być może zabrzmię cynicznie, ale jakoś niedługo po podsumowaniu ostatniego odcinka ósmego sezonu GoT napiszę dla Was, mam nadzieję, jak najbardziej wnikliwy artykuł o tym co nas w tym sezonie zawiodło. GoT prędko z języków nie zejdzie i podejrzewam, że przez lata będzie mu towarzyszyć status zbliżony do Dextera Jak poznałem Waszą matkę. Czyli wszystko było zajebiście do pewnego momentu, a potem spierdoliło się na amen. Ja rozumiem, że ten sezon może się podobać części widzów, którzy najbardziej cenią sobie „epicką rozpierduchę”, masowe zgony i typowe dla GoT wymykanie się sytuacji spod kontroli. Problem polega na tym, że póki serial był oparty o wizję Martina i nie galopował na złamanie karku ku nieuchronnemu końcowi było się czym jarać, ponieważ była to mroczna przypowieść o brudnej polityce, wykorzystywaniu informacji do własnych celów, rodzinnych roszadach, a kumulujące poszczególne wątki odcinki dziewiąte sezonów 1-6 udowadniały jak zgrabnie można lawirować między fabularnymi zawiłościami powieści Martina. Mimo, że GoT jako serial był ogołocony z niektórych książkowych wątków i postaci to oglądało się go świetnie, z napięciem i momentami wielkim WTF na twarzy. I teraz też się ogląda z WTF, ale zupełnie innego rodzaju. 

Wyczerpanie materiału źródłowego kilkukrotnie doprowadziło do kuriozalnych sytuacji już w sezonie siódmym, ale szło je tam w jakiś sposób usprawiedliwić, widzowie zaczęli odczuwać, że GoT zaczyna przerastać twórców serialu, ale wierzyli w kilka potencjalnie przezajebistych wątków zaprzepaszczonych w sezonie ósmym. Obiecywano nam gruszki na wierzbie, podsycano atmosferę sugerując batalie na miarę Władcy Pierścieni. Te buńczuczne zapewnienia okazały się bardzo zgubne, bowiem o ile ratingi epizodu trzeciego nie są wcale takie złe, ze względu na techniczną aranżację bitwy, tak widzowie dopiekali w komentarzach samemu scenariuszowi i totalnemu marnowaniu potencjału poszczególnych postaci. Kilku bohaterów od paru ładnych odcinków łaziło tam i z powrotem niewiele wnosząc do fabuły, w tym niestety Jon i Cersei. Na dobrą sprawę całkiem wiarygodne przemiany na przestrzeni lat przeszły głownie Arya i Sansa, Tyrion stracił dawną ikrę będąc pod butem Danki, a sama Danka podejmując coraz to bardziej wkurwiające decyzje zaczęła się w pewnym momencie dziwić dlaczego nikt jej nie lubi. Pod koniec tego sezonu obserwujemy bowiem grupę ludzi, którzy albo nie chcą być na tronie, albo zdecydowanie na nim być nie powinni. Im bardziej patrzymy na postacie, które kiedyś były rozsądne, tym trudniej jest nam uwierzyć w ich impulsywność, mściwość i popadanie w totalny obłęd. Foreshadowing zastosowany wobec postaci Danny nie za bardzo się tu sprawdza, gryzie z budowanym przez lata wizerunkiem, jest nam wpychany na siłę. Czym jest foreshadowing? To takie drobne sugestie do tego jak może potoczyć się fabuła i jaki los może spotkać bohaterów, takie podrzucanie nam tropów pod postacią „no wiecie, jaki ojciec taka córka”. I kiedy przekonano nas już, że Danny nadaje się na władczynię wydarzyło się kilka wytrącających ją z równowagi sytuacji, na tyle „mocnych” by przez niemal pół odcinka paliła wszystko dookoła. SUPER POMYSŁ PANOWIE!

Z jednej strony D&D chcieli zadrwić z naszych oczekiwań, z fanowskich teorii, które owszem, mogłyby być dla nich jako twórców czymś uderzających w godność, no bo jak to tak, fani przewidzieli to przed nami? TAKI CHUJ! Jebać wszystkie Wasze teorie, jebać przepowiednie, logikę, budowanie postaci przez lata. Część bohaterów została ogołocona ze swoich najbardziej charakterystycznych cech, został z nich popiół, po którym brodzić będzie uśmiechnięta Danka. Z drugiej strony wciśnięto w ten odcinek kilka scen, które w innym kontekście byłby sztosem. Cleganebowl skończył się bratobójczo lecz miał miejsce w dość kuriozalnych okolicznościach. Plot armor spadł z Jamiego i Cerseri dopiero w momencie gdy się spotkali, bo musiało być romantycznie, wzruszająco i z TOTALNYM JEBANIEM WASZYCH TEORII SPISKOWYCH. Za to plot armor Aryi to jest zupełnie inna bajka, lasce nie straszny był ani ogień, ani kamulce, ani dzwon, ani nic co normalnie zabija wszystkich wokół, Widocznie bycie asasynem utwardza skórę bardziej niż u innych. Varys? Musiał spłonąć, było to oczywistą oczywistością i muszę przyznać, że jeśli Tyriona ogień oszczędzi to będę zdziwiony wielce, bo przecież chodzi o szok dla samego szoku. JEBAĆ LOGIKĘ, BURN THEM ALL VOLUME II. Złota Kompania? A na co to komu, słabiaki, spalmy ich zanim powalczą, będzie zdziwko XD To co się tu odjaniepawla jest niesamowicie płytkie, proste, boleśnie skrótowe i w sumie to można uzbroić się w kajecik i odznaczać kolejne zabiegi, które miały nas oszołomić, a okazały się jedynie marnej jakości trollowaniem bez zachowania jakiegokolwiek kontaktu z tym co było budowane PRZEZ LATA. Owszem to było widowiskowe, kolorystycznie powalające, pokazujące, że fura siana poszła na ten rozpierdol. Problem w tym, że ten rozpierdol jest chaotyczny i ucinający lub mega upraszczający historie poszczególnych bohaterów. Było robić sezony dłuższe i PROWADZĄCE do tych wydarzeń. Trzeba było im dać wiarygodny fundament. Tymczasem zastanawiam się kto zaciuka Dankę, Jon (by było wzruszająco), czy Arya (bo Melisandre wspomniała o zielonych oczach). Przy okazji tego mógłby wrócić motyw zamiany twarzy, to byłby całkiem zgrabny twist, choć trochę ratujący niesmak po przykryciu gruzem rodzeństwa Lannisterów. Jedyne co mi się podobało tak naprawdę to rozmowa Tyriona z bratem, taki błysk starego, dobrego GoT, i moment, w którym Góra dwoma ruchami zabił Quyburna. O, i jeszcze pokłady dzikiego ognia eksplodujące gdzieś w tle podczas smoczego ataku.

Cała reszta to jest kpina z widza. Danka mistrzowsko unika skorpionów i błyskawicznie niszczy wszystkie, Euron… kurwa ten typ irytuje do samego końca, jest takim złolem na siłę, że aż zęby bolą. Jon… przez większość czasu patrzy i tak jak my sam nie wierzy w to co widzi, głównie milczy, zaprzecza lub próbuje kogoś uratować. A Arya zamawia ubera na koniec i leci donieść sister, że złotowłosą popierdoliło doszczętnie. Jak tak dalej pójdzie to rządzić będzie Pizdooka Sroka, MARK MY WORDS. To jest sezon, który można było poprowadzić zupełnie inaczej, można było nie uśmiercać Nocnego Króla i finalizować zapowiadane od KURWA PIERWSZEGO ODCINKA starcie z nim w odcinku ostatnim, serio. Z takim budżetem i kierunkiem, w którym to wszystko zmierzało tak można było zrobić. Ale mamy to co mamy, widzowie nie są rozczarowani, są wściekli i czują, że spłycono im tak zajebiste uniwersum. I niestety zaczynam się do nich zaliczać, co z żalem Wam donoszę. Piszcie o swoich odczuciach względem tego sezonu i epizodu piątego, do przeczytania next time!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s