RECENZJA: BARRY SEZON 2, CZYLI CHCIAŁBYM BYĆ SOBĄ!

W marcu zeszłego roku jedna z premier sprawiła, abym stał się szczęśliwym posiadaczem aplikacji HBO GO. Mowa o serialu niezwykle zabawnym, inteligentnym, oraz przewrotnym. Bill Hader jako płatny zabójca Barry jest rewelacyjny, w końcu został doceniony Emmy za najlepszego aktora i jest to w pełni zasłużona nagroda! Genialny komediodramat był jedną z lepszych rzeczy, jakie widziałem w 2018 roku, więc z wyczekiwaniem czekałem na drugi sezon. Czy nadal trzyma poziom?

Pierwsze odcinki już wskazywały kierunek, w którym Barry będzie się poruszał. To opowieść o płatnym zabójcy, próbującym zmienić swoje życie na lepsze. Stany depresyjne, szukanie sensu w życiu czy poczucie beznadziejności towarzyszyły naszemu podrabianemu Dexterowi niespecjalnie długo. Przypadkowe wstąpienie do amatorskiej szkółki aktorskiej, dziewczyna i nowy przyjaciel-mentor zaczęło pozytywnie wpływać na naszego bohatera. Jednak błędy przeszłości wracają z prędkością wyrzucanego bumerangu, a jako, że Barry jest najlepszy w swoim fachu to nikt nie chce pozwolić, aby odszedł na emeryturę. I wszystkie te elementy są kontynuowane w drugim sezonie, który jest tak samo wyśmienity jak pierwszy.

Tym razem poznamy nieco więcej historii naszego tytułowego aktora-ex-mordercy. Będzie dużo dramatyczniej; przeniesiemy się do czasów wojny i poznamy na własnej skórze traumę jaką przechodził Barry. Pierwsze zabójstwo i jego konsekwencje. To w jaki sposób po latach próbuje sobie z tym poradzić, znajdując oczywiście upust do wyrażenia tego na deskach teatru. On naprawdę chce uwierzyć w to, że potrafi być dobrym człowiekiem, próbuje to wyrazić na scenie, nieco przeinaczając pewne fakty na swoją korzyść. Jednak znów nie jest w stanie kłamać, nie potrafi dobrze opowiedzieć fałszywej historii, to musi być jego prawdziwa opowieść, bez ściemniania. A przez całe swoje życie kłamał, oszukiwał i mordował. Barry próbuje to zmienić, jednak tylko prawda może go wyzwolić, prawda dzięki której będzie czuł się sobą. Tu jest konflikt naszego bohatera, bo zrobić tego nie może z wiadomych względów prawnych. Próbuje blokować swój gniew, ale ta złość jest mu potrzebna do normalnego funkcjonowania – do bycia dobrym aktorem, a stawanie się nim jest jedyną normalną rzeczą i próbą stania się dobrym człowiekiem. Życie to pasmo doświadczeń, które nas definiuje i czasem trudno zmienić je o 180 stopni i funkcjonować w zupełnie inny sposób.

I nie jest to do końca wybór naszego bohatera. On naprawdę bardzo chce, pragnie zapomnieć o gniewie i spróbować żyć normalnie, jednak wydarzenia z pierwszego sezonu i dawni pracodawcy nie dadzą mu zapomnieć o swojej zabójczej naturze. Barry próbuje nie likwidować kolejnych celów, co sprowadza się to do tego, że zakłada szkółkę zabójców. Chce pospłacać wszystkie długi i zachować czyste ręce. Jednak kiedy następują już (znikome) rozwiązania wszystkich problemów, pojawiają się nowe, czasem jeszcze gorsze. Doprowadza to do masy przezabawnych sytuacji. Ciągi przyczynowo-skutkowe, masa czarnego, inteligentnego humoru i przewrotność fabuły. Barry idealnie łączy dramat z komedią, podając bardzo poważne, psychologiczne rozterki naszego bohatera wśród absurdalnych sytuacji i świetnie nakręconych scen akcji. I kiedy myślicie, że wszystko już o serialu wiecie to nie wiecie tak naprawdę nic.! Twórcy udowodnili to genialnym, piątym odcinkiem, który powinien wywalić się na pysk i zostać skrytykowany za odejście od klasycznej formy produkcji. A było to coś, co idealnie wpasowywało się w fabułę, delikatnie balansując na granicy między realizmem a irracjonalizmem i sprawiając, że był to z kolei jeden z lepszych elementów telewizji ostatnich lat.

Głównym zadaniem całego drugiego sezonu jest odpowiedzeniem zarówno widzom jak i Barry’emu czy faktycznie jest złym człowiekiem. Ten motyw, w sposób bardzo bezpośredni jak i miejscami niedosłowny przewija się przez całe osiem odcinków. Jednak nie zapominajmy o drugim planie oraz jego aktorach. Henry Winkler znów bryluje zarówno w odgrywaniu scen komicznych jak i dramatycznych, a każde pojawienie Anthony’ego Carrigana na ekranie bawi do łez. Nie sposób mu nie kibicować w jego kombinacjach i udawaniu groźnego gangstera. Ogromne brawa należą się Billowi Haderowi, który zaskoczył wszystkich nie tylko od strony aktorskiej, ale również reżyserskiej i scenariuszowej. Kawał dobrej telewizji, którą chce się wchłonąć na raz. HBO ponownie stanęło na wysokości zadania,szkoda tylko, że przed nami kolejny rok czekania…

Ponton 9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s