ZRYTA KLASYKA #07: Chłopaki z baraków, czyli jak to się żyje w tej Kanadzie?

Kanada to tak na dobrą sprawę kraj dość dla nas zagadkowy. Zwykle jesteśmy zalewani informacjami na temat tego co odwala się w Stanach Zjednoczonych, a sąsiadująca z nimi Kanada wydaje się wręcz lądem nieodkrytym. Potwierdzeniem mojej tezy niech będzie spłycenie jej do bezkształtnej masy identycznych z twarzy ludów w South Parku. Kraj ten według twórców serialu słynie programu telewizyjnego, w którym dwóch tumanów non stop na siebie pierdzi. Tymczasem bardzo znanych Kanadyjczyków jest od groma by tylko wspomnieć Céline Dion, Neila Younga, Alanis Morissette, Bryana Adamsa, Leonarda Cohena, Avril Lavigne, Devina Tonwsenda, Joni Mitchell, Nelly Furtado, Drake’a czy Justina Biebera. Aktorami i aktorkami kanadyjskiego pochodzenia są też chociażby Jim Carrey, Ryan Reynolds, Ryan Gosling, Keanu Reeves, Donald i Kiefer Sutherlandowie, Ellen Page, Rachel Mc Adams, Sandra Oh, czy świętej pamięci Leslie Nielsen. Ale o nich pomówimy sobie innym razem. Kultowymi Kanadyjczykami są też bowiem Julian, Ricky i Bubbles, a to o nich traktuje dzisiejszy wpis. O nich i o sposobach na survival w ekstremalnych warunkach. 

Sunnyvale to fikcyjne osiedle, czy też raczej parking dla barakowozów, w których życie próbują sobie ułożyć „drobni” kryminaliści wspomnieni przeze mnie we wstępie. Julian jest mózgiem operacyjnym wszelakich mniejszych lub większych przekrętów, Ricky swoją głupotą zwykle doprowadza do niepowodzenia akcji, a Bubbles jest zazwyczaj przerażony tym wszystkim co się dzieje, lecz zawsze można na jego pomoc liczyć. Ich głównym arcywrogiem jest pan Lahey, były gliniarz, obecny kierownik parku i straszny chlor, którego przydupasem i zastępcą jest Randy, pożeracz burgerów i męska prostytutka. Park zamieszkują też inni kolorowi osobnicy: Trevor i Cory, którymi często wysługują się główni bohaterowie, niespełniony raper J-Roc, który uważa się za „czarnucha”, udający niepełnosprawnego ojciec Ricky’ego Ray, oraz wieloletnie psiapsióły Lucy i Sarah, przy czym ta pierwsza jest matką córeczki Ricky’ego imieniem Trinity. Brzmi to nieco patologicznie czyż nie? I tak też w istocie jest, bowiem z sezonu na sezon otoczenie bohaterów zamienia się w jeden wielki bajzel, pełen dragów, alkoholu, bezdomnych zwierząt i leżących na ulicach pół przytomnych ludzi przed i po czterdziestce.

Cóż więc tak intrygującego jest w tym przedstawieniu, że serial zdobył mega popularność na całym świecie? Forma paradokumentu zdecydowanie jest atrakcyjna dla potencjalnego widza. Bohaterowie zwracają się do kamery nawet w najbardziej podbramkowych sytuacjach, a ekipa rejestrująca wzloty i upadki chłopaków często obrywa rykoszetem podczas strzelanin, szalonych akcji rabunkowych czy jazdy po pijaku. Nie ma tu jednak nachalnie wciskanego humorku z brodą rodem z Kiepskich jest za to żywy, uliczny język, dynamiczny, teledyskowy montaż, tony absurdalnych sytuacji, które często są rozwiązywane w zaskakujący, choć nie niewiarygodny sposób. Choć bohaterowie są skrajnie nieodpowiedzialni, raczej mało rozgarnięci, co i raz narażający życie swoje lub innych, to nie sposób ich nie polubić i uznać za spiritual animals. Ataki agresji Ricky’ego to czyste złoto, szczególnie kiedy rzuca przedmiotami, Bubbles jest w pewien chory sposób uroczy przez swoje nieco upośledzone zachowanie i miłość do kotów, a Julian wiecznie dzierżący szklankę z drinkiem to po prostu dobry człowiek, któremu przytrafiło się mieszkać w totalnej dziurze. Najbardziej dramatyczną postacią jest zdecydowanie pan Lahey, który stacza się z sezonu na sezon. Jego głównym celem jest wysyłanie chłopaków do pudła i rozpamiętywanie, że „kiedyś to było”. Momentami dość smutno się na to patrzy, bowiem życie człowieka niekontrolującego w żaden sposób swojego alkoholizmu to jednak śmiech przez łzy. Jeszcze smutniej się na to patrzy wiedząc, że odtwórcy Lahey’a, John Dunswortha nie ma już między nami (prywatnie był to podobno bardzo ciepły człowiek o bardzo sprzecznym charakterze z jego kultową postacią).

Serial wyróżnia się na tle innych komediowych propozycji także dość skromnym budżetem i naturalizmem wynikającym z paradokumentalnej konwencji. Sezony chłonąć będziecie jednym tchem, bowiem odcinki są krótkie, trwają ledwie po dwadzieścia kilka minut i choć momentami akcja wydaje się dość powtarzalna (rządzi tu schemat: chłopaki coś planują, Lahey to udaremnia i idą siedzieć) to nie poczujecie się Chłopakami zmęczeni, bowiem w każdym odcinku jest jakaś scena-perełka, rozbrajający dialog czy swoista puenta jakże szybko toczących się wydarzeń. A w jakim stopniu jest to portret przeciętnego Kanadyjczyka, jego mentalności i kraju jako takiego? Trudno stwierdzić, bowiem akcja rozgrywa się w jednym konkretnym miejscu, które nie jest reprezentatywne dla tego dużego przecież kawałka świata. Nietrudno jednak uwierzyć, że ludzie o podobnej mentalności do chłopaków rzeczywiście sobie w tej Kanadzie żyją, w końcu my mamy swoją Blok Ekipę, Stany South Park, takie krzywe zwierciadło, w którym jest tyle samo prawdy co przesady, czyli tak fifty fifty. Jeśli więc nie mieliście styczności z Chłopakami to koniecznie zacznijcie nadrabiać, a gwarantuję Wam, że po kilku tygodniach zaczniecie cytować tych pojebów i zastanawiać się czy w tym szaleństwie nie ma jakiejś pokrętnej metody. Serial i jego spin-offy (chłopaki trafiają do Stanów, Europy i… kreskówki) są dostępne na Netflixie. Dajcie też znać w komentarzach jakie seriale mam jeszcze w tym cyklu Wam omówić!

9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s