RECENZJA: ROCKETMAN, czyli o tym jak Elton John wygrał kreatywny wyścig z Bohemian Rhapsody

Nie lubię Bohemian Rhapsody! Tak, nie lubię tego filmu i mam świadomość tego, że jestem w mniejszości, ale na mnie nie działają kawałki Queenów na dużym ekranie. To zdecydowanie za mało, aby moje serce się radowało. Twórczość zespołu bardzo lubię, ale ta produkcja zupełnie nie spełniła moich oczekiwań, a Oscar za montaż to jakiś żart. Jednak trzeba przyznać, że to ogromny sukces finansowy i mam nadzieję otwarcie poważnych propozycji filmowych dla Rami Maleka, który akurat w rolę Freddy’ego wcielił się bardzo bardzo dobrze. To również ponowne otwarcie furtki dla filmów biograficznych o muzykach. Doskonałym tego przykładem jest właśnie Rocketman, opowiadający o życiu Eltona Johna. Bardzo obawiałem się tego filmu, nie dość, że tematyka podobna, to na stanowisku reżysera zasiada Dexter Fletcher, czyli człowiek, odpowiedzialny za dokrętki w Bohemian Rhapsody. Czy mamy do czynienia z łudząco podobnym filmem, tylko skupionym na innej gwieździe? Otóż, nie!

Moje obawy zostały rozwiane na samym początku. Już pierwsze minuty pokazują, że będzie to tytuł bardziej kreatywny, pełen symboli oraz nie bojący się mówić o pewnych rzeczach. Rocketman zaczyna się sceną, kiedy Elton John (Taron Egerton) w fantazyjnym stroju diabła stawia się na terapie. Zaczyna opowiadać o swoich uzależnieniach od…praktycznie wszystkiego i snuje opowieść o swoim życiu. Cofa się do dzieciństwa, relacji z rodziną, wspomina o początkach swojej pasji, wraca do chwil zarówno smutnych jak i do radosnych. Opowiedziane jest to w sposób bardzo wyjątkowy, często prawda komunikuje się z fikcją i naszym zadaniem jest stwierdzić, kto w danym momencie oddaje głos. W całej historii dużo jest metafizycznych wstawek, rozmów starego Johna z młodym Johnem, czujemy, co przeżywał utalentowany muzyk. To nie jest zwykły film muzyczny, w którym piosenki są tylko dodatkiem czy drugim tłem. Tutaj utwory opowiadają historię w musicalowym stylu i każdy z nich jest dopasowany, wręcz idealnie do każdego momentu życia Eltona Johna. A poszczególne sceny są wykonane naprawdę z pomysłem, ze świetną choreografią, są nieszablonowe, a każda z nich niepowtarzalna. Uczta dla oczu i ucha oraz świetne opowiadanie historii.

Oprawa audiowizualna byłaby nic nieznaczącym wersem w całej piosence, gdyby nie autor własnego utworu. Taron Egerton, znany przede wszystkim z dwóch części Kingsman, wciela się w rolę showmana perfekcyjnie. Jest świetny, zarówno w scenach uczuciowych, pełnych smutku i złości, jak i w sekwencjach muzycznych, w których dał się poznać jako człowiek o złotym głosie. Elektryzuje na scenie, świetnie śpiewa, ale nie kalkuje Eltona Johna, tylko nadaje mu własny charakter. I czuć połączenie między aktorem a muzykiem, po pierwsze wystąpili razem w Kingsman 2 (gdzie Elton grał samego siebie), po drugie wspólnie wykonali utwór Tiny Dancer w programie na żywo. Reszta obsady również poradziła sobie bardzo dobrze, Jamie Bell jako Bernie, przyjaciel i autor piosenek, czy Bryce Dallas Howard oraz Steven Mackintosh jako rodzice gwiazdora wypadli przekonująco. Na drugim planie można dojrzeć świetnie ucharakteryzowanego Stephena Grahama i Richarda Maddena, który wciela się w role wyrachowanego managera Johna Reida, co jest ciekawe zobaczyć Robba Starka w takiej mało pozytywnej kreacji. Oczywiście każdy z nich stoi w cieniu Egertona, ale nie oszukujmy się – to miał być film o Eltonie Jonie i w stu procentach się na nim skupił.

Podczas seansu będzie nam dane zobaczyć miłosne, ale wyważone w swojej intymności sceny homoseksualne. Będziemy też świadkami upadku gwiazdora, czyli przeniesiemy się do świata pełnego przepychu, narkotyków i alkoholu. Zajrzymy do jego domu, kiedy skrzywdzony mężczyzna pije wódkę do śniadania, sprawiając ból najbliższym. Film nie jest laurką, jest portretem bez ściemniania i chowania niewygodnych scen przed młodymi widzami. Pokazuje tę mroczną stronę Eltona, jego powolne staczanie się na dno. On sam jest również producentem, więc chciał uświadomić światu w jakim tragicznym stanie się znalazł. Jestem świadomy tego, że mogą być spore rozbieżności między obrazem, a rzeczywistością, chociażby dopasowanie utworów pod jego etapy życia. Jednak w magiczny sposób to kupujemy, tym bardziej, że ten film mógłby być fikcją, a oglądałoby się to bardzo dobrze jako opowieść o muzyku, jego pasji i upadku. Rocketman zrobił coś, co nie udało się Bohemian Rhapsody. Nie spieszy się, nie punktuje w trybie przyśpieszonym momentów w życiu showmana i przede wszystkim kończy się w idealnym momencie. Dobry film biograficzny to taki, który skupia się na wybranym momencie, a nie całości. Dzięki temu opowiada o tym, co najważniejsze. Podobnie jak w rewelacyjnym Spacerze po linie, ta produkcja ukazała narodziny gwiazdy, jej powolny upadek oraz próbę wyjścia na prostą. I krótki komentarz na koniec, informująca o dalszych losach.


Jednak, pomimo moich zachwytów nie można powiedzieć, że film podchodzi w nowatorski sposób do biografii. Owszem, ujmuje swoją formą, ale jednak cały czas punktuje takie elementy jak: ciężkie, pozbawione miłości dzieciństwo, szukanie własnego „ja”, życie „od zera do bohatera”, degrengolada, ranienie wszystkich obok i końcowa chęć poskładania rozbitego wazona do kupy. Wszystko to już było. Niektóre z wątków zbytnio nie wpływają na fabułę i czuć, że twórcy momentami chcą je wpleść na siłę w formie zapychacza. Nie mniej jednak to kawał dobrego kina, sprawnie zrealizowanego, bajecznie wykonanego i świetnie zagranego. Marzy mi się nominacja do Oscara dla Egertona, ale Akademia może zapomnieć o filmie, który miał swoją premierę w połowie roku. A wielka szkoda. Po Bohemian Rhapsody byłem zawiedziony podejściem do tematu, natomiast po Rocketmanie jestem pozytywnie nastawiony. Po wyjściu z seansu miałem ochotę śpiewać, tańczyć i rozdawać uśmiechy Pontonka. Ode mnie nieco naciągnięte 8/10 i mam nadzieję, że po kolejnych obrazach o muzykach wyjdę z podobnymi odczuciami. Na horyzoncie już widnieją nadchodzące filmy o Davidzie Bowiem i Celine Dion, więc jest na co czekać.

Ponton 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s